niedziela, 10 kwietnia 2016

Epilog: Boże, że też musiałam sobie wybrać takiego patafjana!

Na miękkich nogach przekroczyła próg sali sądowej, a po jej wnętrzu echem rozniósł się stukot jej obcasów. Omiotła przerażonym wzrokiem wypełniających pomieszczenie ludzi, zawieszając dłużej wzrok na sędzim umiejscowionym na środku sali. Starszy brunet posłał jej pokrzepiający uśmiech, gdy tylko dostrzegł strach malujący się na jej subtelnej twarzy i rozpoczął rozprawę. Wiktorowicz spojrzała ukradkiem w kierunku Adriana. Szatyn przyłapał ją na tym i obdarzył cwanym uśmieszkiem. Był cholernie pewny siebie. Czyżby przekupił sędziego, aby przyznał przychylny dla niego wyrok? Nie. To niemożliwe. Miedzianowłosa zwyczajnie panikowała. Skupiona wsłuchiwała się w słowa różnorakich osób, jednocześnie układając w głowie to co padnie z jej ust. Nie zamierzała kłamać. Chciała podzielić się z sądem tym jak było naprawdę, jakim to wzorem ojca był Adrian. Wreszcie nadeszła jej kolej. Roztrzęsiona podniosła się z miejsca i zmierzyła wzrokiem byłego partnera. Stanęła w wyznaczonym miejscu i zaczerpnęła powietrza. Przymknęła powieki, starając się uspokoić skołatane nerwy. W końcu się odezwała:

-Wysoki Sądzie Adrian nie może uzyskać opieki nad Antosiem. Zaraz po tym jak dowiedział się o moim zajściu w ciąże zwiał, zostawiając mnie z tym samą. Miałam nadzieję, że potrzebuje czasu by sobie to przemyśleć, że wróci, ale nic takiego się nie stało. Antoś nie zna swojego ojca, gdyż Adrian ani razu go nie odwiedził. Nie wyrażał kompletnego zainteresowania swoim dzieckiem, nie starał się o żadne kontakty, nigdy się z nim nie spotkał. On nie ma prawa żądać teraz opieki nad małym. Antoś go całkowicie nie zna. 

-Czy to co powiedziała pani Kasia jest prawdą panie Adrianie?-wypowiedział mężczyzna w czarnej szacie, spoglądając ze skupieniem na szatyna.

-Owszem, ale teraz się zmieniłem. Chce poznać mojego syna, chce, aby on ze mną zamieszkał. -odezwał się Kamiński. 

-Skąd u pana taka zmiana?-zapytał z ciekawością sędzia. 

-Po prostu dojrzałem do pewnym spraw, Panie Sędzio.

Kaśka prychnęła pod nosem. Adrian dojrzał?! Gdyby w to uwierzyła byłaby kompletną idiotką. Pokręciła z dezaprobatą głową i zajęła swoje wcześniejsze miejsce. Za chwilę na rozmowę z sędzią udać się miał jej skarb. Antoś został przyprowadzony na salę przez Artura, z którym dziewczyna wymieniła tylko subtelny uśmiech, a następnie zniknął z mężczyzną przy boku. Wszyscy zebrani wbili wzrok w ekran wielkiego, plazmowego ekranu, na którym widniał obraz jakiegoś pomieszczenia, w którym to znajdował się mały blondyn oraz sędzia. 

-Antosiu powiedz mi proszę. Kochasz swoją mamę?-delikatnie rozpoczął rozmowę mężczyzna.

-Najbardziej na świecie.-mały posłał mu szeroki uśmiech.

-To cudownie. Chcesz przy niej zostać prawda? 

-Tak, a dlaczego pan pyta? 

-Bo wiesz Twój tatuś chciałby Cię bardzo poznać i z Tobą zamieszkać. Ty natomiast go nie znasz prawda? 

-Moim tatą jest Artur. Kocham go. Uwielbiam się z nim bawić, oglądać razem mecze.

-Antoś pan Artur jest partnerem Twojej mamy, ale nie Twoim tatą. Twój tata siedzi teraz na sali sądowej i stara się o opiekę nad Tobą. Nie znasz pana Adriana prawda?

-Ale ja kocham go jak tatę. Nie.

-Opowiedz mi proszę o Twojej mamie. 

-Moja mama mocno mnie kocha. Dba o mnie jak nikt inny. Zawsze rano robi mi kanapki do szkoły, które są jak niebo w gębie, zabiera na lody, na spacery z Arturem. W domu często oglądamy razem filmy, bawimy się w trójkę. 

-Widać, że jesteś przy niej szczęśliwy. A jakie masz kontakty z chłopakiem mamy? 

-Z Arturem się świetnie dogadujemy. Czasami przychodzimy na jego mecze, a wtedy mogę porozmawiać z jego kolegami, poodbijać z nim piłką po meczu. Zawsze razem się bawimy, śmiejemy, żartujemy. Nie raz zdarza nam się urządzić wspólne śniadanie dla mamy. Oboje ją kochamy. 

-Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Miło było Cię poznać. -mężczyzna podaje rękę w kierunku dziecka.

-Do widzenia.-blondyn ściska ją i opuszcza pomieszczenie, gdzie przy drzwiach zabiera go Szalpuk. 

Chwilę później na salę sądową wtarga przyjmujący. Kąciki ust Kaśki momentalnie wzbijają się ku górze.  Blondyn z niesamowitym zaangażowaniem opowiada o rudowłosej, która bała się mu zaufać po ranie jaką spowodował jej były partner oraz o tym jak doskonale dogaduje się z synem Wiktorowicz, a także jak bardzo go kocha. 



Uradowana opuszcza salę sądową, rzucając się na szyję chłopakowi.  Przyjmujący zamyka ją w swoich silnych ramionach, napawając się jej słodkim zapachem. Euforia roznosi ją od środka. Udało się. Antoś zostaje przy boku swojej rodzicielki oraz blondyna. Mały z szerokim uśmiechem przygląda się matce oraz siatkarzowi, który nie może wyrwać się z jej uścisku, a usilnie potrzebuje zaczerpnąć powietrza. Pośpiesznie wtula się w nogi Kaśki, a ta w końcu daje możliwość oddychania spokojnie narzeczonemu. Antoś puszcza oczko chłopakowi i tuli się do rodzicielki, muskając ustami jej policzek. Rozpromieniona kobieta bierze chłopczyka na ręce i naznacza jego czoło swoimi wargami, pozostawiając na nim mokry ślad. W komplecie ruszają w kierunku wyjścia, a tuż za nimi podąża Adrian, który obiecuje, że jeszcze się odegra i pożałują tego. Po wyroku sędziego przyznał, że tak naprawdę Antek nic dla niego nie znaczy i chciał tylko sprawić przyjemność swojej partnerce, która nie może mieć dzieci a bardzo ich pragnie. Gdy Wiktorowicz to usłyszała jakimś cudem powstrzymała się od wykrzyczenia mu w twarz tego co o nim myśli. Był zwyczajnym, pieprzonym dupkiem. 

                                                                          ***
Przekroczyła właśnie próg mieszkania, kiedy poczuła przeszywający ból w okolicy podbrzusza. Jęknęła głośno, chwytając się pośpiesznie szafki, aby nie upaść. Wzięła głęboki oddech i starała się nie panikować. Utkwiła swój wzrok w znacznie zaokrąglonym brzuchu, modląc się, aby to nie było to o czym myślała. Była w dziewiątym miesiącu ciąży, ale termin porodu wypadał za równe dwa tygodnie. To nie mogło się teraz dziać. Jej rozmyślenia przerwała kolejna fala solidnego bólu. Zawyła głośno, powoli osuwając się po komodzie. Wygląda na to, że Karinie śpieszyło się na ten świat. Już miała sięgnąć po telefon znajdujący się w kieszeni leginsów, kiedy to drzwi otworzyły się, a w ich progu ukazała się wysoka sylwetka przyjmującego. Spanikowany niepokojącym widokiem blondyn momentalnie zatrzasnął je i opadł obok narzeczonej, przyglądając jej się ze strachem. 

-Nie przyglądaj mi się kretynie, a dzwoń po karetkę!-warknęła, zaciskając dłonie w pięści.

-Ale przecież termin masz dopiero za dwa tygodnie.-rzucił Szalpuk, skrobiąc się po głowie. 

-No co Ty Einsteinie! Boże, że też musiałam sobie wybrać takiego patafjana!-jęknęła z politowaniem. 

-Spokojnie, skarbie. Nie denerwuj się.-pogładził jej ramię.

-Szalpuk, kurwa! Zamilcz chłopie! Mam się nie denerwować jak Ty nawet po pogotowie nie zadzwoniłeś?!-wydzierała się zirytowana. 

Artur momentalnie wyłowił z kieszeni smartphone'a i wystukał ciąg trzech cyfr. Chwilę później postępował zgodnie z zaleceniami dyspozytorki, aby zapewnić narzeczonej doskonałą opiekę przed przyjazdem karetki. Kwadrans później w mieszkaniu pary narzeczonych pojawili się sanitariusze. Lekarze pośpiesznie zapakowali rudowłosą na nosze, po czym znieśli ją po schodach i zapakowali do pojazdu, a tuż za nimi podążał blondyn. Kaśka starała się tłumić wrzask spowodowany solidnymi bólami, ale nie całkowicie jej to wychodziło. 
Zdenerwowany przemierzał szpitalny korytarz, spoglądając z upragnieniem na drzwi porodówki, za którymi zniknęła Wiktorowicz. Miał nadzieję, że w końcu pojawi się w nich jakaś postać. Zajęty przechadzką nie zauważył nawet pojawienia się Aleksandra wraz z Moniką. Brunet stanął mu na drodze i przywitał się z nim, co także uczyniła jego partnerka. 

-Stary spokojnie. Też przez to przychodziłem i żyję jak widzisz.-zaśmiał się Śliwka.

-Tylko w jego przypadku było o tyle trudniej, że ja wydzierałam się w niebo głosy , obrzucając go czym popadnie, bo ten paplał jak na kręcony typu: koteczku spokojnie, dasz radę, pokaż swoje drugie wcielenie, czyli kocicę itp. -do rozmowy włączyła się szatynka.

Blondyn omiótł wzrokiem twarz przyjaciela i parsknął głośnym śmiechem. Tego nigdy w życiu nie spodziewał by się po swoim kumplu. Zawsze był przecież taki spokojny, opanowany. W towarzystwie tej dwójki mijały mu kolejne godziny. Jego powieki stawały się coraz cięższe, a Monia, widząc to nawiała go do choćby godzinnej drzemki, bo Kaśka szybko nie skończy, ale on jednak wytrwale odmawiał i faszerował się kofeiną zawartą w papierowych kubkach wypełnionych po brzegi kawą. 

-Gratuluję.-w progu sali stanęła ginekolog.-Ma pan zdrową córeczkę.-posłała mu promienny uśmiech. 

-Dziękuję.-kąciki jego ust także drgnęły.-Mogę do niej wejść?-zapytał z nutką niepewności.

-Dobrze, ale tylko na chwilkę. Narzeczona musi odpoczywać.-puściła mu oczko i zniknęła w głębi korytarza.

Nacisnął na klamkę sali, pchając drzwi. Zagłębił się we wnętrzu pomieszczenia, omiatając go wzrokiem. Po krótkiej chwili zauważył znajomą rudowłosą, która wycieńczona spoczywała na łóżku, tonąc w śnieżnobiałej pościeli. Podszedł do niej ostrożnie i opadł na taboret znajdujący się niedaleko posłania dziewczyny. Kaśka miała przymknięte powieki i oddychała miarowo, lecz nie była pogrążona we śnie, co w jej przypadku było wskazane. Nie miała jednak pojęcia o przybyciu do sali przyszłego męża. Dopiero, gdy blondyn splótł ich dłonie ze sobą jej powieki uniosły się i ukazały błękitne tęczówki wypełnione niesamowitym blaskiem. Była wykończona, co można było stwierdzić po sińcach zdobiących jej oczodoły oraz pokrytej zmęczeniem twarzy. 

-Dziękuję Ci za uczynienie mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.-złożył na jej skroni subtelny pocałunek.

Odpowiedziała mu jedynie nikłym uśmiechem, gładząc jego smukłą dłoń kciukiem. 

                                                                 ~*~
Dziękuję wam z całego serduszka za obecność oraz wsparcie i dobrnięcie do końca tej historii ♥ Do obecnego momentu nie miałam dokładnego pomysłu na zakończenie, ale mam nadzieję, że godnie zakończyłam losy tej dwójki i wszyscy są szczęśliwi :3 Teraz proszę was o obecność na Jochenie i Adzie, gdzie najpewniej za tydzień ukaże się trójka oraz śledzenie mojego profilu na Bloggerze lub tego bloga, bo może niebawem zdecyduje się wystartować z Prevcami  Całuję i dziękuję ♥ :* 

Jak Wenus i Mars. Jesteśmy z innych gwiazd.






niedziela, 3 kwietnia 2016

Dwudziesty dziewiąty: To najcudowniejszy prezent jaki mogłem sobie wymarzyć od świata.

Nie dowierzała własnym oczom. Szatyn odwrócił się na pięcie i wbił w nią przenikliwe spojrzenie błękitnych tęczówek. Tych, w których jeszcze kilka lat temu się zakochała. Ubóstwiała wpatrywać się w nie godzinami, gdy siedzieli na tarasie jego domu i podziwiali zachodzące słońce, napawając się swoją obecnością. Uwielbiała w nich ten niesamowity błysk, kiedy tylko wspominała o gorącej czekoladzie, którą on uwielbiał. Zamarła, mierząc wzrokiem jego przystojną twarz. Nim zauważyła a zmniejszył dzielący ich dystans do zera i stanął na przeciw Wiktorowicz, przewyższając ją o głowę. Zawsze podobali się jej wysocy faceci. Zatopił wzrok w subtelnych rysach zdobiących jej twarz i mimowolnie kącik jego ust drgnął nieznacznie. Wyciągnął rękę w jej kierunku, a ona obserwowała bacznie ten gest. Po chwili jego smukła dłoń przyłożona była do jej policzka. Gładził go opuszkami palców. Doskonale pamiętał jak bardzo to uwielbiała. Przez ten gest zawsze okazywał jej czułość i to jak bardzo jest dla niego ważna, ale to przeszłość. Teraz spodziewała się małej kruchej istotki wraz z najcudowniejszym na świecie blondynem o nieziemsko czekoladowych tęczówkach, które iskrzyły niczym miliony gwiazd. Chciał odrzucić jego dłoń, ale jej ciało opanowała pewna blokada. Nie chciała, aby to robił, ale nie mogła go przed tym powstrzymać. 

-Nic się nie zmieniłaś. -jego melodyjny głos wyrwał ją z rozmyśleń. 

W skupieniu przyglądała się jego twarzy, starając się jakiekolwiek różnice z tej widzianej z przed kilku lat buźki. Zdecydowanie zmężniał. Błękitne oczy nadal przepełnione były lazurem, na ustach ciągle widniał ten cwany uśmieszek, ale jego broda była pokryta znacznie większą ilością włosów niż od momentu, kiedy widziała go po raz ostatni. Można było dostrzec w nim dojrzałość. Ciemne jak węgiel, bujne włosy były nieco bardziej uniesione, a na prawym boku widniała subtelna grzywka opadająca mu na oko. 

-Ty za to troszkę.-odparła cicho, pozbywając się wielkiej guli blokującej jej krtań. 

Odzyskała władzę nad swoim ciałem i strąciła jego kończynę, wciąż gładzącą ją po policzku. Kompletnie nie rozumiała po co to robił. Przecież stracony czas już nie powróci. Po co zjawił się w tym mieście i dlaczego musiała na niego wpaść? Setki podobnych pytań krążyły jej po głowie, przyprawiając ją o niezły mętlik. Mężczyzna zaśmiał się cicho, wzruszając ramionami. 

-Tak jakoś wyszło, ale nie przybyłem tutaj dla pogaduszek. Dobrze się składa, że Cię tutaj spotkałem, bo miałem udać się do Twojego domu. -posłał jej subtelny uśmiech.

-Skąd masz mój adres?-warknęła. 

-Mam swoje źródła.-puścił jej oczko.-Nie ważne. Chce odzyskać opiekę nad Antkiem i z nim zamieszkać, bez Ciebie oczywiście.-wypowiedział spokojnie. 

-Że co proszę?! Znalazł się wzorowy tatuś! Nie interesowałeś się nim przez 7 lat, a teraz nagle przypominasz sobie o jego istnieniu! Nie ma mowy! Nie oddam go w ręce takiego dupka i skurwiela jak Ty!-wydzierała się, lekceważąc ciekawskie spojrzenia ludzi. 

-Nie masz tu nic do gadania, złotko. -obdarzył ją cwanym uśmieszkiem.-Sąd zadecyduje. 

-Pozwałeś mnie do sądu?! Człowieku czy Ty masz choć trochę swojej godności?! Przecież nie było Cię przy Antosiu 7 lat! Tylko jakiś niespełna rozumu idiota przyznał by Ci prawo opieki nad nim. 

-Tylko się nie zdziw jak za jakiś tydzień sąd ogłosi wyrok na moją korzyść. Trzymaj się piękna.-rzucił i odszedł z dłońmi zagłębionymi w kieszenie dżinsów. 

Złość rozchodziła się po jej ciele, przyśpieszając tym samym tempo pracy krwiobiegu. Poczuła jak podbrzusze zalewa fala silnego bólu. Upadła na kolana, chwytając za daną część ciała. Nieodzywająca się dotąd Monika momentalnie przestraszona opadła obok przyjaciółki, która zwijała się z bólu. Spanikowana wezwała karetkę, wypytując Kaśki o niezbędne informację. W pewnym momencie nastała całkowita ciemność. 

                                                                     ***
Wypoczęta pozwoliła powiekom się unieść, jednak w tym samym momencie jęknęła przeciągle, gdyż do jej oczu wdarło się wpadające przez okno światło. Pogrążony we śnie na stołku blondyn momentalnie poderwał się z miejsca i gdy dostrzegł tylko przytomną rudowłosą kąciki jego ust zastygły na wyżynach, nie zamierzając się  stamtąd ruszać przez najbliższy czas. Momentalnie wybiegł z sali i pognał po lekarza prowadzącego jego narzeczoną. Chwilę później próg sali przekroczył starszy mężczyzna przyodziany w biały kilt, a tuż za nim do wnętrza pomieszczenia wtargnęła ginekolog zajmującą się ciążą Kaśki. Blondynka przystanęła przy łóżku dziewczyny i posłała jej ciepły uśmiech. 

-Proszę o niczym nie mówić. Artur o niczym nie wie.-rzuciła Wiktorowicz, spoglądając błagalnie na lekarkę. 

Krzewińska skinęła jedynie głową. Kaśka tymczasem poprosiła Arcziego, aby podszedł bliżej. W ogóle nie miała pojęcia jakim cudem był tutaj obecny. Powinien obecnie zaliczać kilka okrążeń wokół boiska jak robiła to reszta kadry. Przyjmujący zjawił się obok posłania dziewczyny. Ta splotła ich palce ze sobą i spojrzała na chłopaka z iskierkami w oczach, układając usta w szeroki uśmiech. 

-Jestem w ciąży.-wyszeptała.

Szalpuk zdziwiony rozchylił wargi i wbił w nią czekoladowe tęczówki, których źrenice powiększyły się do wielkości Mikasy. Że co takiego?! Zamurowało go. Kobieta jego życia właśnie oświadczyła mu, że niedługo na świat przyjdzie jego potomek. Dziewczynka czy chłopiec? To już się nie liczyło. Najważniejsze, że niedługo będzie mógł napawać się swoją, małą kopią. Kąciki jego ust znacznie wzbiły się ku górze. 

-Zostanę ojcem. -stwierdził, kiwając głową.

Następnie powtórzy te dwa magiczne dla niego słowa kilka razy i poczuł jak traci grunt pod nogami. Jego smukła sylwetka opadła na podłogę. Kaśka parsknęła głośnym śmiechem. Takiej reakcji się po nim szczerze mówiąc nie spodziewała. Wszystkiego, ale nie tego. Nie obawiała się, że może się mu coś stać. Kochała tego wariata nad życie. 

-To nic takiego. Zwyczajnie za dużo wrażeń.-zachichotała blondynka. 

-Rozumiem.-pokiwała głową rudowłosa.-Co z moim skarbikiem?

-Wszystko w porządku. To tylko zbyt duży stres. Proszę na siebie uważać i się nie denerwować.-poradziła jej kobieta i opuściła pomieszczenie. 

Starszy mężczyzna tymczasem starał się wybudzić zszokowanego informacją wcześniej padającą z ust narzeczonej siatkarza. Wiktorowicz przyglądała się tej sytuacji, kręcąc roześmiana głową. Po chwili chłopak odzyskał przytomność i przysiadł na łóżku Rudej, ujmując jej drobną dłoń w swoją wielką rękę. 

-To najcudowniejszy prezent jaki mogłem sobie wymarzyć od świata. Kocham Cię.-złożył na jej ustach czuły pocałunek.

-A ja Ciebie wariacie.-ułożyła rękę z wenflonem na włosach chłopaka i przyciągnęła go bliżej siebie, pogłębiając pieszczotę. 

                                                                ~*~
Wiem, że trochę krótki, a nawet bardzo, ale resztę zachowuję na epilog, wybaczcie :) Spodziewałyście się takiej akcji w roli głównej z Adrianem? :D Na szybko wymyślałam jego opis, bo nie mogłam znaleźć starego zawartego w jednym z rozdziałów dlatego wybaczcie mi jakby się sporo różnił ^^ Arczi wariat, ale to już wiemy :D <3 Całuję i do zobaczenia na Epilogu :* 



                                             



sobota, 26 marca 2016

Dwudziesty ósmy: Skarbie, chciałam Ci coś powiedzieć.

Chwilę później do mieszkania Wiktorowicz prosto z apteki wparowała szatynka. Rudowłosa poderwała się z sofy i odebrała od przyjaciółki kawałek plastiku. Momentalnie podreptała w stronę łazienki, a gdy już miała zagłębił się we wnętrzu pomieszczenia przy jej boku pojawiła się Monika. Dziewczyna ułożyła drobną dłoń na ramieniu właścicielki mieszkania w ramach wsparcia i zaproponowała nawet, że może nią wejść, ale Kaśka natychmiast pokręciła głową i zatrzasnęła za sobą drzwi. Rzuciła okiem na test trzymany w ręce i wzięła głęboki oddech. Postąpiła według instrukcji i pozostało jej jedynie czekanie na wyrok. Nerwowo przemierzała łazienkę co jakiś czas, zerkając na wyświetlacz telefonu. Najgorsze jej pięć minut życia. Dlaczego musiały one tak cholernie długo trwać? Zniecierpliwiona omiotła wzrokiem plastik spoczywający na umywalce, wypuszczając ze świstem powietrze. Odetchnęła z ulgą, kiedy ekran Samsunga ukazał wyczekiwaną przez nią godzinę i sięgnęła po test. Przysiadła na krawędzi wanny i przymknęła powieki. Poczuła jak jej puls znacznie przyśpiesza, pociągając za sobą pracę na większych obrotach w krwiobiegu. Uniosła jedną z powiek i kątem oka zerknęła na wynik testu. W kącikach jej oczu zgromadziła się słona ciecz, która nie wiedzieć kiedy znalazła ujście i zdobiła obecnie jej policzki. Z jej gardła wydobywał się cichy szloch, który delikatnie wstrząsał jej ciałem. Dwie czerwone kreski. Przejechała opuszkiem po plastikowym opakowaniu, po czym odłożyła je na wannę i opuściła pomieszczenie. Tuż przy drzwiach łazienki czekała Dzika. Na widok zrozpaczonej kumpeli serce jej się krajało. Monika bez słowa podeszła do przyjaciółki i otuliła ją swoimi ramionami. Sama kiedyś była na jej miejscu. Nie planowała zajścia w ciążę z Aleksandrem przed ślubem. Jednak teraz była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Miała przy swoim boku najcudowniejszego mężczyznę na świecie, mały skarb w postaci córeczki oraz ślub w niedalekiej przyszłości. Nie pytała, nie odzywała się. Wiedziała, że rudowłosej potrzebne jest teraz całkowite wyciszenie, aby wszystko sobie poukładać, wszystko przemyśleć. Delikatnie objęła ramieniem właścicielkę i zaprowadziła ją do salonu. Kaśka opadła na kanapę i zamglonym wzrokiem wodziła po kuchni, gdzie krzątała się Monia w przygotowaniu herbaty. Chwilę później pojawiła się w pomieszczeniu z parującymi kubkami, wręczając jeden z nich w dłonie Rudej. Dziewczyna skinęła jedynie głową w geście podziękowania i wpatrywała się w twarz przyjaciółki tymi błękitnymi, pozbawionymi iskierek tęczówkami. 

-Czekolada?-przerwała panującą pomiędzy nimi ciszę Monika. 

-Milka Oreo. -kącik ust Wiktorowicz drgnął subtelnie. 

Partnerka Olka zaśmiała się pod nosem i powróciła na moment do kuchni. Po chwili opadła na mebel z wielkim opakowaniem słodkości w dłoniach. Rozpakowała czekoladę i wyciągnęła ją w kierunku Kaśki. Ta urwała od razu cały pasek kostek i przymknęła powieki,  rozkoszując się smakiem alpejskiej czekolady. Dzika znała ją doskonale. Zawsze, gdy łapała doła pożerała czekoladę kilogramami i to ona czasami działała cuda. 

-Co teraz będzie?-narzeczona blondyna podniosła wzrok na szatynkę. 

-Na razie nigdzie nie pracujesz, więc masz ułatwioną sytuację. Będziesz po prostu o siebie dbać, zdrowo się odżywiać, nie przemęczać, unikać stresu. Na pewno znajdziesz oparcie w Arturze. Przecież on będzie wniebowzięty jak mu powiesz. -odpowiedziała spokojnie towarzyszka miedzianowłosej. 

-Skąd mogę być pewna, że on chce teraz dziecka? Może to nieodpowiedni moment dla niego? Sama widzisz jak doskonale się teraz rozwija. Znowu znalazł się w kadrze Antigi. To najlepszy czas dla niego. 

-Boże, kobieto! Przecież nie rodzisz w lipcu, aby przeszkodzić mu w Lidze Światowej! Olek też był zaskoczony, też nie planował ze mną dziecka, a widzisz jak teraz doskonale sprawuje się w roli ojca. Spokojnie. Najpierw powiedz o tym Antosiowi. 

-Masz rację. Za bardzo się zapędzam. -zgodziła się z nią Kaśka.-Pójdę po Antka. 

-Poczekaj, ja go tu przyprowadzę. Ty zastanów się jak mu to powiedzieć.-szatynka posłała przyjaciółce delikatny uśmiech. 

Ruda przystała na propozycję Moniki i została w salonie. Pochłaniając czekoladę oraz pijąc herbatę układała sobie w głowie wszystko co powie synowi. Po chwili jej oczom ukazała się znajoma roześmiana twarz. Mimowolnie kąciki jej ust powędrowały ku górze, a z jej ciała uszło pewne napięcie. Chłopczyk wskoczył na jej kolana i obdarzył ją szerokim uśmiechem, eksponując przy tym swoje śnieżnobiałe perełki. 

-Skarbie, chciałam Ci coś powiedzieć. Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi i Arturowi tego za złe. Wiedz, że oboje kochamy Cię najbardziej na świecie.-musnęła ustami jego policzek. 

-Nie bardziej niż siebie nawzajem.-zaśmiał się blondyn.

-Antoś, otóż będziesz miał rodzeństwo.-kobieta zmierzyła jego jasną czuprynę. 

-Boże! Kocham Cię mamusiu!- mały wtulił się w jej ciało. 

-Ja Ciebie też skarbie. -pozostawiła mokry ślad na jego skroni.-Nie wiem jeszcze czy to braciszek czy siostrzyczka.-zachichotała. 

                                                                           ***
Z szerokim uśmiechem przekroczyła próg gabinetu, witając się uściskiem dłoni z starszą blondynką. Ginekolog niemal natychmiast skierowała ją na kozetkę, a ta posłusznie zajęła tam miejsce. Ułożyła się wygodnie i wodziła wzrokiem za każdym ruchem lekarki. Krzewińska nasmarowała jej brzuch śliską substancją, po czym przyłożyła sprzęt do ciała pacjentki i badała rozwój jej ciąży. Wiktorowicz niczym zaczarowana wpatrywała się w monitor USG, czując jak z każdą chwilą kąciki jej ust unoszą się coraz wyżej. Ta mała istotka żyła w jej ciele i była owocem jej miłości z blondynem. Pani doktor także nikle się uśmiechnęła, opowiadając dziewczynie o rozwoju płodu. Kasia przymknęła powieki i wyobraziła sobie wypełnionego euforią Szalpuka, kiedy z jej ust pada, że zostanie ojcem. Zaśmiała się pod nosem i obdarzyła spojrzeniem panią Ewę. Kobieta poddała miedzianowłosej papierowy ręcznik, aby ta oczyściła brzuch z pozostałości żelu i wskazała dłonią na fotel przy biurku na przeciw swojego. Wiktorowicz otarła skórę i zameldowała się na wskazanym przez ginekolog miejscu. Blondynka z uśmiechem wpisywała w rubryki różnorakie informacje, a gdy skończyła spojrzała na swoją pacjentkę i udzieliła jej kilku rad, wyznaczając termin kolejnej wizyty. Kaśka pożegnała się z panią doktor uściskiem dłoni i opuściła pomieszczenie. Przed siedzibą Krzewińskiej czekała na nią pełna niepokoju, że wizyta tak długo trwa Monika. Jednak, gry ujrzała sylwetkę przyjaciółki wszystkie obawy zniknęły a na jej usta wstąpił promienny uśmiech. 

-I jak z maluszkiem?-odezwała się Monika, przerywając panująca pomiędzy nimi ciszę.

-Wszystko dobrze.-obdarzyła ją subtelnym uśmiechem Ruda.-Już nie mogę doczekać się, aż powiem o tym Arcziemu.

-No widzisz, a tak się bałaś.-zaśmiała się szatynka.

-Zbędnie. Wiesz, nie minął nawet tydzień, a ja już kocham ten skarb.-mimowolnie Kaska pogładziła się po płaskim brzuchu.-Antoś będzie najszczęśliwszym bratem na świecie. Mam nadzieję, że się nie pozabijają.-zachichotała Wiktorowicz.

-Spokojnie, Antoś to aniołek i bezproblemowe dziecko.

Kaśka zaśmiała się pod nosem i pociągnęła przyjaciółkę w kierunku niedaleko znajdującego się sklepu. Monika uniosła pytająco brwi, a jej kumpela posłała jej tylko szeroki uśmiech. Przekroczyły próg budynku i przywitały się z sprzedawczynią znajdująca się za ladą, po czym zaczęły wędrówkę po lokalu. Po chwili rudowłosa odnalazła to, czego potrzebowała. Odsunęła drzwi od zamrażalki i sięgnęła dłonią po swój ukochany deser. Lody. Dzika splotła ramiona na piersiach i spojrzała na nią, a raczej zgromiła wzrokiem. Kilka dni temu dopiero zrobiła jej wykład o zdrowym odżywianiu, ale nic nie mogła poradzić na to, że jej mózg pragnął teraz ochłodzenia i to w najsmakowitszy dla niej sposób. Z pudełkiem Izy miała już udać się w kierunku kasy, gdy drogę zagrodziła jej Monika. 

-Co to ma być?-wskazała oburzona na opakowanie deseru znajdujące się w dłoniach Kaski.-Co ja Ci mówiłam kilka dni temu? Zdrowe odżywianie tak? Ciąża to nie przelewki. Trzeba o siebie dbać.

-Ale Monia no... To tylko jedyny raz..-przekonywała ją niczym Antoś ją do kupna biletu na mecz.-Nie moja wina, że mam na nie smak. To przez ciążę właśnie. 

-Dobra, niech Ci będzie, ale to jedyny raz.-pogroziła jej placem szatynka i osunęła się na bok. 

Chwilę później w doskonałych nastrojach przemierzały centrum miasta, rozkoszując się cudowną pogodą. Promienie słońca padały na ich twarz, dodając im uroku, a wiatr delikatnie targał kosmykami ich włosów. Były pewne, że nic już nie może popsuć im tego dnia, kiedy z za jednego z budynków wyłonił się znajomy jednej z nich mężczyzna. 

-Adrian?!-pisnęła zdziwiona Wiktorowicz, mierząc wzrokiem wysoką sylwetkę chłopaka.


                                    ~*~
Witam, witam ^^ 
Z okazji trwających już Świąt Wielkanocnych pragnę złożyć wam życzenia od mojej skromnej osoby :D  Życzę Wesołych i Zdrowych Świąt Wielkanocnych, spędzonych w rodzinnym gronie oraz mokrego Dyngusa ;* Niech wiosenna aura udzieli się nam wszystkim i motywuje do działania ^^ Miał być to ostatni rozdział, jednak się chyba ciut nie wyrobiłam dla tego nie będę znowu obiecać, że zostało tyle i tyle do końca :P Powiem tylko jedynie, że naprawdę już niewiele do końca tej historii ;) Mam także dobrą wiadomość ;) Bracia Prevc idą mi jak burza i oni są winni ukazania rozdziału tak późno na pozostałych blogach ( tutaj i na Adnim, gdzie jeszcze nic w tym tyg. nie wrzuciłam) :D Mam nadzieję, że wybaczycie ;) Oby już niebawem byli pośród blogowego świata ^^  Pozdrawiam i do następnego :* 


poniedziałek, 21 marca 2016

Dwudziesty siódmy: Wyglądasz jak wrak człowieka!

Uradowana wydarzeniem z przed godziny zawitała jednego z rzeszowskich bloków, w którym znajdowało się mieszkanie Śliwki oraz Dzikiej. Podekscytowana nacisnęła pośpiesznie na dzwonek i niecierpliwie oczekiwała pojawienia się w drzwiach przyjaciółki. W końcu brunetka uchyliła niepewnie kawałek dębowego drewna i momentalnie została zaatakowana przez wypełnioną po brzegi euforią Wiktorowicz. Świeżo upieczona narzeczona uwiesiła się na szyi Moniki, uniemożliwiając jej tym samym oddychanie. Zdezorientowana partnerka Aleksandra spojrzała na nią ze znacznie uniesionymi brwiami, a rudowłosa w końcu się od niej oderwała i ukazała jej drobną dłoń, na której prezentował się pierścionek otrzymany nieco ponad godzinę temu. Błyskotka mieniła się cudownie w świetle promieni słonecznych wtargających do pomieszczenia przez odsłonięte okno. 

-Czy to jest to o czym ja myślę?!-pisnęła uradowana brunetka.

-Artur mi się oświadczył!-wykrzyknęła Ruda.

Chwilę później po wnętrzu mieszkania rozległ się płacz Ani. Dzika westchnęła głośno, gdyż dopiero co mała zasnęła, ale całkowicie o tym zapomniała i dała się ponieść emocjom, czego efektem teraz było wybudzenie ze snu małej. Monika przeprosiła Kaśkę i powędrowała w kierunku sypialni dziewczynki. Pochyliła się nad łóżeczkiem i wzięła na ręce dziecko, tuląc go do piersi troskliwie. Wraz z swoją małą księżniczką zawitała do salonu, gdzie Wiktorowicz zdążyła się już rozgościć, o czym świadczyły dwie filiżanki kawy spoczywające na niewielkim stoliku przy kanapie oraz połamana na kostki czekolada Milka Oreo znajdująca się na talerzyku. Brunetka pokręciła z uśmiechem głową i opadła obok przyjaciółki. Matka chrzęstna momentalnie wyciągnęła ręce w jej kierunku, a chwilę później na jej kolanach spoczywała mała brunetka. Zauroczona małą Kaśka poświęciła jej całą swoją uwagę, lekceważąc jęki niezadowolenia Moniki, która czekała na szczegóły ceremonii zaręczyn. W końcu jednak Ania odpłynęła do krainy Morfeusza i została przeniesiona przez swoją matkę do pokoju. Wiktorowicz tuż po powrocie Moni z sypialni małej rozpoczęła swoją opowieść, nie kryjąc łez wzruszenia spływających po jej policzkach. 

-Przepraszam, ale to wszystko było takie cudowne, takie magiczne...-wyszeptała rudowłosa, posyłając subtelny uśmiech brunetce. 

-Weź przestań, przecież to normalnie, że się wzruszasz.-poklepała ją po ramieniu Dzika.-Arczi to jednak niezły romantyk. To kiedy ślub?-zaśmiała się. 

-Nie rozmawialiśmy jeszcze na ten temat. Nie było kiedy. Od razu po zaręczynach przyszłam do Ciebie.-oświadczyła jej rudowłosa. 

W tym samym momencie do ich uszu dobiegło trzaśnięcie drzwi. Obydwie umiejscowiły swój wzrok w małym korytarzu, gdzie pojawiła się sylwetka bruneta. Olek obdarzył dziewczyny szerokim uśmiechem i przywitał narzeczoną czułym pocałunkiem. Chwilę później opadł na pobliski fotel i napawał chwilą ciszy. Dopiero co wrócił od Ignaczaka, który znany był z gadatliwości, dlatego też teraz potrzebował odrobiny ciszy. Po kilkunastu minutach dostrzegł jednak, że coś jest nie tak. Zmarszczył brwi i wtopił swój wzrok w sylwetkę Kasi, która wydawała się być zamyślona. 

-Coś tu nie gra. -stwierdził, mierząc wzrokiem kobiety.-Co ten kretyn zrobił?-zapytał zaniepokojony. 

-Twój przyjaciel chyba naprawdę wpadł po uszy.-zaśmiała się Dzika.-Otóż ta tutaj pani będzie niebawem brać ślub.-przysiadła na kolanach przyjmującego i skradła z jego ust przelotny pocałunek. 

-Żartujesz?!-wytrzeszczył oczy, nie dowierzając słowom swojej partnerki.-Chyba musiał podczas treningu oberwać piłką od Kurka.-zachichotał Śliwka.

                                                                                   ***
W wyśmienitym humorze wparowała do kuchni, gdzie blondyn paradował jedynie w samych bokserkach, przyrządzając śniadanie. Kąciki jej ust momentalnie wzniosły się ku górze, gdy zatrzymała wzrok na muskulaturze zdobiącej jego tors. Miliony dziewczyn mogły tylko pomarzyć o takim widoku, a ona miała go na co dzień. A co najlepsze dane jej było się do tego chuderlaka przytulić. Podeszła do niego od tyłu i wtuliła się w jego plecy, czując emanujące od nich ciepło na swoim ciele. Do jej uszu dobiegł jego uroczy śmiech. Kochała wsłuchiwać się w ten dźwięk. Poprawił smażące się na patelni jaja i odwrócił w jej stronę, obdarzając ją najcudowniejszym uśmiechem na tej ziemskiej planecie. Jego błękitne tęczówki zabłyszczały radośnie na widok jej promiennej twarzy. Odłożył widelec i ujął jej twarz w swe dłonie, ściskając delikatnie jej policzki. Jego wargi musnęły subtelnie kuszące usta miedzianowłosej, wywołując na nich lekki uśmiech. Dziewczyna wspięła się na palce i pogłębiła pocałunek spragniona smaku jego ust. Przyjmujący mruknął zadowolony i poddał się pieszczocie, cofając się ciut do tyłu. Oderwał się jednak od Wiktorowicz i powrócił do smażenia jajecznicy. Chwilę później opadli na krzesła przy kuchennym stole i pochłaniali posiłek w całkowitej ciszy, napawając się swoją obecnością. 

-Zabieram Cię dzisiaj do rodziców.-puścił jej oczko blondyn. 

-Zwariowałeś?! Uprzedza się wcześniej!-warknęła zirytowana.-To w końcu przyszła teściowa i muszę coś jej przywieź, a nie tak przyjechać z pustymi rękami. 

-Ubieraj się, choć jakbym mógł wolałbym pozbyć się jeszcze tej koszuli i podziwiać Cię w całej okazałości.-poruszył znacząco brwiami.

-Zboczeniec.-pisnęła i poderwała się z miejsca. 

Posłusznie ruszyła w kierunku sypialni, aby poszperać nieco w szafie. Po dłuższej chwili nałożyła na siebie przewiewną miętową sukienkę i podkreśliła rzęsy czarnym tuszem. Włosy zaplotła w luźnego kłosa, a  gdy blondyn narzucał na siebie koszulę wsunęła na nogi sandałki w kolorze kreacji na koturnie i chwyciła w dłoń torebkę. Ustawiona obok drzwi czekała na guzdrającego się Artura, zerkając co jakiś czas na zegar w telefonie. W końcu doczekała pojawienia się siatkarza i zamknęła za nim drzwi. Zasiedli do srebrnego Audi chłopaka i włączyli się do ruchu drogowego, obierając cel na Olsztyn. 

Kaśka z szerokim uśmiechem na ustach przekroczyła próg domu rodziców przyjmującego, witając się z jego rodzicielką całusem w policzek. Wręczyła gospodyni domu zakupionego po drodze sernika i powędrowała wraz z nią do kuchni, aby pokroić wypiek. Artur tymczasem wparował do salonu, gdzie gazetę czytał jego ojciec. Pan Jarosław momentalnie uniósł wzrok z nad papieru i uściskał syna. Nim spostrzegł lektura poszła na drugi plan, a on wdał się w pogawędkę ze swoim potomkiem na temat ich ulubiony-siatkówki. Pani Krystyna wraz z Kaśką ułożyły talerzyki z ciastem na stoliku i opadły obok swoich mężczyzn, wręczając im także po filiżance kawy. Blondyn musnął ustami policzek Wiktorowicz i upił spory łyk parującego napoju, po czym odłożył naczynie na stolik i przygarnął Kaśkę na swoje kolana. Rodzice sportowca przyglądali się temu z szerokim uśmiechem, wspominając czasy, kiedy to oni byli w sobie szaleńczo zakochani. 

-Właściwie to przybyliśmy tutaj by wam coś powiedzieć.-zabrał głos Artur, mocniej ściskając dłoń swojej narzeczonej. 

-Ja i Artur zaręczyliśmy się.-oświadczyła z uśmiechem Ruda. 

Pani Krysia momentalnie poderwała się z miejsca i rzuciła na swoją przyszłą synową. Kaśka ze śmiechem tuliła się z rodzicielką siatkarza, obiecując jej, że zrobi wszystko co w swojej mocy, aby jej jedyny syn był szczęśliwy. Pan Jarosław natomiast udzielał rad blondynowi jak należy postępować z żoną w danej sytuacji. Kobiety słysząc to parsknęły głośnym śmiechem i machnęły dłonią na swoich partnerów, udając się do kuchni na babskie pogaduszki. 

-I jak tam Olek z Moniką? A Ania? Urosła coś? - poruszyła temat przyjaciół Artura i Kaśki pani Szalpuk.

-Planują ślub. Ania rośnie jak na drożdżach a przy tym jest cholernie podobna do tatusia. Aniołek nie dziecko.-zaśmiała się Kasia. 

                                                                    ***
Artur kilka dni temu opuścił Radom ponownie, powracając do spalskiego kompleksu sportowego. Wraz z jego wyjazdem pogorszyło się samopoczucie Wiktorowicz. Rudowłosa od kilku dni narzekała przyjaciółce na silne bóle brzucha oraz odruchy wymiotne jakie atakowały ją, gdy tylko otworzyła lodówkę. Monika wytrwale znosiła narzekania na swój stan zdrowia przyjaciółki, aż w końcu pewnego dnia puściły jej nerwy. Zawitała do mieszkania Kaśki z zamiarem wyrwania jej na zakupy, kiedy ta niemal po jednym kęsie pizzy pędem pobiegła do łazienki. Tym razem skończyło się jednak na wyrzuceniu z siebie wszystkiego co popadnie do muszli klozetowej. Zmarnowana miedzianowłosa opadła na podłogę i oparła plecy o zimne, dające jej ukojenie płytki. Przetarła usta chusteczką podaną przez Dziką i spojrzała na nią z przerażeniem. Powoli zaczęła dopuszczać do siebie możliwość, że może nosić w sobie dziecko Szalpuka. Za każdym razem, gdy blondyn był w domu dochodziło niejednokrotnie do upojnych nocy. Para starała się napawać swoją bliskością maksymalnie jak się dało. Kaśka momentalnie pokręciła głową na tą myśl i chciała wstać z posadzki, kiedy nagle zakręciło jej się w głowie. Gdyby nie szybka reakcja Moniki najprawdopodobniej zaliczyłaby bliskie spotkanie z kafelkami. 

-Dość tego kobieto! Weź się za siebie! Wyglądasz jak wrak człowieka!-wrzasnęła na nią partnerka Olka. -Kiedy ostatni raz miałaś okres? 

-Powinnam była go dostać jakieś dwa tygodnie temu.-rzuciła cicho.

-Na co Ty czekasz dziewczyno?! Leć po test ciążowy!-potrzęsła nią delikatnie Monika.

-Boję się.-wyszeptała Ruda. 

                                                            ~*~

Przepraszam za małe opóźnienie, ale wczoraj zakończył się sezon PŚ i jakoś ciężko było mi usiąść do tego rozdziału :D Wczoraj także urodziny obchodził nasz główny bohater ^^ Arczi wszystkiego najlepszego :* Jestem wciąż pod niebywałym wrażeniem tego co w tym sezonie wyprawiał Peter *.* Ten człowiek jest po prostu fenomenalny <3 Zdobył wszystko co możliwe było w tym sezonie :) Gratki także dla Norwegów, którzy w tym sezonie zbudowali niesamowicie mocny team ^^ Po mimo niezbyt udanego sezonu dla naszych chłopaków jestem zadowolona ;) Emocji nie brakowało, a już w zupełności w ten miniony już weekend ^^ Chcę więcej takich konkursów jak choćby ten wczorajszy i więcej takich sezonów jak ten miniony, ale z udziałem Polaków w bitwie :) Całuję i do zobaczenia :* 
PS: Do końca pozostał jakiś rozdział i epilog ;) Przepraszam, że wcześniej nie mówiłam, ale dopiero dzisiaj zauważyłam, że wszystkie swoje plany zawarłam w opowiadaniu :) 
Zapraszam także na Andreasa [klik] ^^




czwartek, 10 marca 2016

Dwudziesty szósty: Wyślijmy go na Eurowizję!

Przemierzała autostradę, łamiąc chyba wszystkie obowiązujące ograniczenia prędkości. Nie zdziwiłaby się, gdyby w skrytce pocztowej znalazła sporą ilość mandatów. Teraz nic się nie liczyło oprócz niego. Chciała znaleźć się przy nim jak najszybciej się dało. Monika ze sporym niepokojem obserwowała wciąż unoszącą się wskazówkę prędkościomierza. Obawiała się, że jeśli jej przyjaciółka za chwilę nie zwolni to źle się to dla nich skończy. W końcu zgromadziła w sobie odwagę i nakazała jej zjechać na pobliskie pobocze. Wiktorowicz nie wiele rozumiejąc z decyzji Dzikiej zatrzymała się na wskazanym przez kumpelę miejscu i wysiadła z samochodu, trzaskając drzwiami. Czuła zbierające się pod jej powiekami słone łzy. Przykucnęła, opierając się plecami o karoserię auta i zaczerpnęła głęboki oddech. Monika zdezorientowana stanęła nad rudowłosą, przyglądając się jej poczynaniom. 

-Kaśka, nie możesz teraz płakać! Jeśli Artur zobaczy Cię w takim stanie sam się załamię!-potrzęsła delikatnie jej ciałem szatynka. 

-Przecież on tego nie zobaczy.-wyszeptała łamiącym się głosem.

-Dość tego! Wsiadaj na moje miejsce, a ja zajmę się prowadzeniem. Ty tylko możesz w takim stanie nas zabić.

Kaśka posłusznie wstała i opadła na fotel obok kierowcy, zerkając ukradkiem na zapinająca pas szatynkę. Partnerka Śliwki włączyła się do ruchu ulicznego i w pełni skupiła na drodze, przemierzając ją ze znacznie mniejszą prędkością niż Wiktorowicz. Po blisko dwóch godzinach zaparkowały pod ośrodkiem osadzonym w spalskich lasach i wbiegły do wnętrza budynku, od razu dostrzegając stojącego nieopodal nich Olka. Monika powitała go jedynie cmoknięciem w usta i zaciągnęła do samochodu, oddając w jego ręce kluczyki do pojazdu. Po 15 minutach dotarły pod szpital i szybkim krokiem przemierzały budynek w poszukiwaniu sali, w której znajdował się blondyn. Po dłuższej chwili w końcu dotarły do tej odpowiedniej. Kaśka momentalnie rzuciła się na przyjmującego, tuląc go do siebie. Szalpuk zaśmiał się pod nosem, co oznaczało, że chyba tragicznie nie jest. 

-Co Ty tu robisz skarbie? Przecież nic takiego się nie stało.-wypowiedział w kierunku dziewczyny Arczi.

-Nic takiego?! Przecież Ty straciłeś wzrok! Jak ja mam siedzieć spokojnie w Rzeszowie!?-uniosła się miedzianowłosa.

-Proszę się uspokoić! Kim pani jest?-do sali wtargnął lekarz.

-Dziewczyną tego tutaj.-wskazała dłonią na blondyna.-Co z nim?-zapytała z troską.

-Pan Artur przejdzie jutro operację i wszystko będzie dobrze. Stracił on wzrok w związku z obrażeniami siatkówki odniesionymi podczas wypadku. Lekarze  wcześniej tego nie zauważyli, gdyż okazuje się to po nieco dłuższym czasie. Proszę być spokojnym. Wszystko mamy pod kontrolą.-mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.-Proszę o spokój dla pacjenta. Zostaje tylko partnerka pana Szalpuka. 

Para narzeczonych opuściła pomieszczenie, zostawiając w nim jedynie rudowłosą. Kaśka opadła na materac łóżka, oddychając z ulgą. Blondyn podniósł się do pozycji siedzącej i objął dziewczynę, pozwalając wtulić jej się w swój tors. Drażnił jej szyję swoim ciepłym oddechem, przyprawiając ją tym o przyjemny dreszczyk rozchodzący się po jej ciele. Chwilę później jego usta spoczęły na jej miękkich wargach. Musnął je delikatnie, odgarnął niesforny kosmyk opadający jej na oko i pogłębił pocałunek. 

-Tak się bałam...Boże! Jak dobrze, że to nic poważnego.-wyszeptała dziewczyna wprost do jego ucha.

-Kaśka, nie możesz się tak denerwować. Wszystko będzie dobrze. -pogładził zewnętrzną częścią dłoni jej policzek.-Kocham Cię.-musnął ustami jej czoło.

-Ja Ciebie też.-spojrzała głęboko w jego oczy. 

                                                                              ***
Wypoczęty pozwolił unieść się swoim powiekom ku górze i przyzwyczaić do panującego w pomieszczeniu światła. Po dłuższej chwili odrzucił pierzynę na bok i opuścił miękki materac. Narzucił na siebie reprezentacyjny strój treningowy i podreptał w kierunku stołówki. Przywitał się szerokim uśmiechem z wchodzącym właśnie do pomieszczenia przyjacielem i gestem dłoni przywołał go do swojego stolika, przy którym siedzieli już Kłos i Wrona zażarcie się o coś wykłócający. Blondyn poklepał miejsce obok siebie, gdzie usiadł Śliwka i grzebiąc widelcem w swoim talerzu wymieniał z Olkiem poglądy na temat zbliżającego się wielkimi krokami sezonu. Chwilę później na stołówce zjawił się Stefan, który przypomniał chłopakom o czekającym ich porannym treningu. 

-Aaa zboczeniec! Ty się od mnie odpierdol! Zajmij się Dudzicką!-wrzeszczał Wrona.

Wszyscy zebrani w pomieszczeniu zwrócili na nich wzrok, ale Kłos nic sobie z tego nie robił i dalej macał Andrew po dresach, gdzie szukał zabranego przez przyjaciela telefonu. Kadrowicze parsknęli śmiechem na tą sytuację i przyglądali jej się z zainteresowaniem, czkając na zemstę ze strony blondyna. Kłos w końcu wydobył i'Phone'a z dresów przyjaciela. Po krótkiej chwili zawartość talerza w postaci sałatki wylądowała na głowie Ptaszyska. Rechot zawodników wypełnił pomieszczenie. Arczi korzystając z okazji wykonał szybko zdjęcie i wrzucił go na swojego Instagrama z dopiskiem " Sałatka na łepetynie Wrony z rana jak śmietana :D #taksobieżyjemy #spała #wioskawesoła ". Tymczasem Kłos zerwał się z miejsca i sprintem zniknął za drzwiami. Rozwścieczony Andrzej ruszył tuż za nim. Artur z Olkiem tymczasem zanosili się śmiechem, odnosząc naczynia na odpowiednie miejsce. Po drodze wyposażyli się w papierowe kubki z parującą cieczą i zawitali do szatni. Na widok przyzdobionej twarzy Karola przez kubeł na śmieci niemal nie wylali cieczy na wychodzącego właśnie z pomieszczenia Kubiaka. 

-Karol jak czujesz się w roli śmieciarza?-zaśmiał się Resoviak. 

-Zakurwiście Olek!-odkrzyknął środkowy, ale jego głos został stłumiony przez kosz.

-A co tu się dzieje?! Kłos co ty odpierdzielasz?! Marsz mi się przebierać i widzę was na sali za 5 minut!-w szatni pojawił się selekcjoner.

Zawodnicy posłusznie stawili się na sali gimnastycznej, aby porozgrzewać się przed zabójczym, wyczerpującym treningiem. Rozpoczęli od kilku okrążeń, a następnie naciągali róże partie ciała, podrygując do zapuszczonej przez Nowakowskiego playlisty. Jednak po jakimś czasie do głośników dorwał się Mikuś. Po hali rozniosły się pierwsze takty Abby-The Winner Takes It All (klik).

-Mikuś wyłącz te smęty!-jęknął Buszek.

-Mamusia Ci to na telefon zgrała czy może ściągnąłeś to po pijaku?-zaśmiał się Zatoski.

-Mam prawo posłuchać także swoich przebojów.-wypchnął im język przyjmujący.

-Ludzie to brzmi jak Andrzej podczas orgazmu!-stwierdził ze śmiechem Kłos.

Wrona posłał kumplowi groźne spojrzenie, a kadrowicze parsknęli głośnym śmiechem. Ta dwójka była niemożliwa. Jak Artur kochał zgrupowania kadry tego chyba nie wiedział nikt. Śmiechu było co niemiara, więc na nudy nigdy nikt nie narzekał, ale był także wysiłek, o czym świadczyły krople potu kapiące z czoła zawodników wprost na podłogę. Jego zadumę przerwał hit internetowy (klik) odpalony przez Kurka, który teraz głupkowato się szczerzył, podśpiewując dość głośno:

-oh,, you touch my tralala, 
mmm... my ding ding dong. 
la la la la la la la, 
la la la la la la, 
la la la la la la la. 
Oh, you touch my tralala 
la la la la la la la, 
la la la la la la. 
mmm... my ding ding dong. 
la la la la la la la, 
la la la la la la. 

-Powaga, Kuraś?!-zanosił się śmiechem Drzyzga.

-Wyślijmy go na Eurowizję!-wykrzyknął Szalpuk, a wszyscy zebrani wybuchli śmiechem.

Tę sielankę przerwał selekcjoner, który stanął w progu sali. Francuz omiótł wzrokiem sylwetki podopiecznych, marszcząc noc, zastanawiając się, który z siatkarzy odważył się puścić roznoszącą się po obiekcie piosenkę. Roześmiana twarz jednego z atakujących zdradziła autora telefonu podłączonego do głośników. Antiga pokręcił ze śmiechem głową, spoglądając z pobłażaniem na Bartosza, który rozgrzewał się w rytm piosenki. Gdy utwór dobiegł końca przy sprzęcie muzycznym zameldował się Kłos ze swoim i'Phonem. Chwilę później wszyscy turlali się po podłodze ze śmiechu, słysząc głos Oceany śpiewający hit Euro 2012 (klik). 

-Oj chłopcy, chłopcy.-ubolewał nad ich głupotą trener.-Wszyscy rozgrzani?-zmierzył ich wzorkiem, a kiedy wszyscy pokiwali zgodnie głową rozkazał udać się na halę sportową. 

Kadrowicze w szeregu przemierzali korytarz ośrodka, witając się uśmiechem z każdym napotkanym sportowcem innej dyscypliny.  Każdy z nich od razu po dotarciu na miejsce udał się do kosza z piłkami i wyposażył w żółto-niebieską Mikasę. Według zastrzeżeń selekcjonera pracowali nad podanymi przez niego elementami. Blondyn z uśmiechem podbijał piłkę ze Śliwką, aby rozgrzać palce, a następnie przejść do przyjmowania. Olek stawił się w polu zagrywki i wyrzucił piłkę przed siebie, aby skorygować nadgarstkiem jej lot i posłać ja w kierunku Szalpuka. Arczi z cwanym uśmieszkiem wystawił ręce w bok idealnie odbierając serwis Resoviaka. Brunet zaśmiał się cicho, uprzedzając go, że to tylko rozgrzewka. 

Nim zauważył, a stał w szeregu, oczekując na trafienie do jednej z drużyn. Po chwili przybijał już piątkę z Kłosem, który był kapitanem drużyny pt "Źdźbła na wietrze". Zajął miejsce na swojej ulubionej pozycji i z wyczekiwaniem wpatrywał się w pole serwisowe, gdzie dostrzegł sylwetkę Miki. Brunet wykonał klasycznego flota, który blondyn przyjął w punkt, dostarczając wirującą Mikasę w dłonie Łomacza, a ten wystawił ją do Kurka. Resoviak obił blok rywali i zdobył pierwszy punkt dla "Źdźbeł na wietrze". 

-Karollo Ty wymyśliłeś tą powalającą na łopatki nazwę?-zaśmiał się blondyn.

-Si Seniorita.-odpowiedział z szerokim uśmiechem środkowy. 

Po tej krótkiej wymianie zdań Artur powędrował w kierunku pola zagrywki. Skupiony wpatrywał się w żółto-niebieską Mikasę, by po chwili wyrzucić ją przed siebie i skorygować nadgarstkiem jej lot. Kąciki jego ust wzniosły się ku górze, kiedy Kubiak przyjął ją ze sporymi kłopotami, ale na szczęście utrzymał przyjęcie, a Fabian musiał się nieźle wysilić, aby rozegrać piłkę do Matiego, który minimalnie przestrzelił. Ponownie posłał piłkę na przeciwną stronę boiska. Skrzywił się delikatnie, kiedy ta wylądowała minimalnie za białą linią.

                                                          ***
Z szerokim uśmiechem na ustach wpadła do wnętrza ośrodka, rzucając się na blondyna. Oplotła jego szyję dłońmi i wtuliła się w jego szczupłe ciało, napawając się zapachem jego perfum. Tak cholernie się za nim stęskniła. Dziękowała Bogu, że Stefan obdarował zawodników kilkoma dniami wolnego. Przyjmujący tymczasem chichotał uroczo pod nosem, starając się namówić dziewczynę, aby wreszcie pozwoliła mu w pełni oddychać. Rudowłosa w końcu oderwała się od siatkarza, posyłając mu subtelny uśmiech. Chwilę później blondyn nachylił się nad jej twarzą i musnął delikatnie jej wargi. Spragniona jego bliskości miedzianowłosa przejęła inicjatywę i pogłębiła pocałunek, mrucząc cicho, gdy jego język pieścił jej podniebienie. Jego aksamitne wargi miażdżyły jej wąskie usta, czerpiąc z nich tyle rozkoszy ile tylko się da. Czując, że brakuje im powietrza oderwali się od siebie i zmieszani ilością oczów skierowanych na ich sylwetki pośpiesznie opuścili budynek. Chłopak wrzucił swoją torbę do bagażnika i po chwili opadł na fotel kierowcy. Wiktorowicz momentalnie zjawiła się obok drzwi od strony kierowcy i ze splecionymi na piersiach dłońmi mierzyła wzrokiem uśmiechającego się od ucha do ucha blondyna, który właśnie wsunął na nos przeciwsłoneczne okulary. 

-Pan się czasami nie zapomina?-przerwała panującą pomiędzy nimi ciszę.

-Ależ skąd Madame. -zaśmiał się.- No proszę odpuść!

-A co ja będę z tego mieć?-uniosła jedną z brwi.

-Podwójne lody w  Mac'u. -wyszczerzył się.

Kaśka przyłożyła palec do ust, udając, że rozwala propozycję chłopaka, ale już po chwili parsknęła głośnym śmiechem i opadła na fotel obok kierowcy, zapinając pas. Cmoknęła siatkarza w usta i załączyła radio, a chłopak tymczasem włączył się do ruchu drogowego. Roześmiana prezentowała swoje umiejętności wokalne do roznoszącego się po wnętrzu samochodu Mamma mia. Szalpuk ze śmiechem się temu przyglądał ukradkiem, odpalając Instagrama. Zajęta wyciem rudowłosa wpatrzona w ulice nawet nie zauważyła, kiedy siatkarz zaczął upamiętniać jej wokale na serwisie, a kiedy zatrzymali się w Galerii Rzeszów, aby wpaść do Mac'a wystukał opis i wrzucił filmik  na swój profil. 

-Szalpuk! Nie żyjesz debilu!-dało słyszeć się po kompleksie budynku.

                                                                        ***
Zmęczona przekroczyła właśnie próg mieszkania siatkarza, które z nim dzieliła. Zsunęła z nóg szpilki i mruknęła cicho, czując uczucie ulgi, gdy przemierzała dzielącą ją odległość z salonu do kuchni. Wypełniła szklankę wyjętą wcześniej z lodówki Pepsi i przymknęła powieki, rozkoszując się smakiem zimnego napoju kojącego jej gardło. Już miała podreptać w kierunku łazienki, aby wziąć odprężający prysznic, kiedy otrzymała wiadomość. Pośpiesznie sięgnęła po telefon skryty w kieszeni spodenek i odblokowała wyświetlacz. Z zaciekawieniem odczytywała tekst SMS'a otrzymanego od Szalpuka:

Wyjdź na dwór. TO WAŻNE! :) Arczi :*

Westchnęła cicho i wsunęła na nogi szpilki, po czym pośpiesznie pokonała schody i stanęła pod budynkiem, rozglądając się wokół.  Nigdzie jednak nie dostrzegła sylwetki przyjmującego. Nagle jak z podziemi wyrósł przed nią ów człowiek i oplótł palcami jej nadgarstek, ciągnąc ją za sobą. Już miała zacząć atakować go pytaniami w stylu:" Co Ty wyprawiasz? Co się dzieje?", ale jej oczom ukazał się balon. Spojrzała zdezorientowana na siatkarza, a ten jedynie pomógł jej wejść na pokład transportu. Spanikowana nieco dziewczyna zacisnęła jego dłoń i uniosła wzrok na jego twarz. Promyki słońca sprawiały, że mieniła się ona przepięknie w ich świetle, a uśmiech wymalowany na jego ustach przyprawiał ją o miękkość w kolanach. Jego jasne włosy jak zawsze ułożone były w nieładzie, co tylko dodawało mu uroku. Nim się zorientowała, a unieśli się w przestworza.

-Powiesz mi właściwie, co my tutaj robimy?-w końcu przerwała panującą ciszę. 

-Zaraz się dowiesz.-puścił jej oczko.-Podoba Ci się?-oplótł jej pas, tuląc się do jej pleców.

-Jest niesamowicie, ale boje się patrzeć w dół.-zachichotała.

Po jej ciele przebiegł dreszcz spowodowany jego bliskością, a właściwie ciepłym oddechem, który drażnił jej szyję. Kąciki jej ust wzbiły się na wyżyny, a ona przełamała strach i spojrzała na panoramę miasta. Z tej perspektywy prezentowała się ona naprawdę unikalne. Wiktorowicz musiała przyznać, że zapierała dech w piersiach. Blondyn korzystając z nieuwagi partnerki ustawił kamerę i wziął głęboki oddech. Czas zaczynać! 

-W powietrzu planowałem Cię pierwszy raz pocałować, dlatego to też musi się stać w przestworzach. Tamto marzenie się nie spełniło, ale z tym mam nadzieję będzie inaczej. Wszystko zależy od  Ciebie.-posłał jej subtelny uśmiech.

-Arczi, do czego Ty zmierzasz?-spojrzała na niego roześmiana.

-Katarzyno Wiktorowicz, wiem, że masz mnie czasami dość, że naprawdę często wzdychasz nad moją głupotą, że nie raz wypierdzieliłabyś mnie przez okno, przyładowała patelnią, utopiła w wannie, czy udusiła poduszką, ale wiem także, że nie wymieniłabyś mnie na nikogo innego, zasypiała w moich ramionach i budziła się w nich do końca świata, kochała się ze mną do rana czy całowała do utraty tchu dlatego też chce zadać Ci jedno najważniejsze pytanie w moim życiu. Czy zechcesz spędzić resztę życia przy boku takiego wariata i idioty jak ja i uczynić mnie szczęśliwym do końca życia?-przyklęknął przed nią i wysunął w jej kierunku bukiet czerwonych róż, na którym ułożone było białe pudełeczko z pierścionkiem. 

Nie dowierzała własnym oczom. Jej ciało opanowało niechciane przez nią drżenie, a w gardle wyrosła wielka gula, która uniemożliwiała jej wypowiedzenie jakiego kolwiek słowa. Ten jedyny mężczyzna padał przed nią na kolana i błagał o rękę, aby w przyszłości spędzić z nią każdy dzień swojego życia, przeżywać razem każdą złą czy dobrą chwilę, przechodzić przez wszystko razem i darzyć się wzajemną miłością. Znała go ponad 2 lata, a zakochała w nim na zabój. Poczuła jak kąciki jej oczów wypełnia słona ciecz. Nie była w stanie nad nią zapanować. Łzy spływały po jej policzkach, a z gardła wydobywał się cichy szloch. 

-Boże Artur...Tak.-wyszeptała drżącym głosem.

Na twarz siatkarza wstąpiła wielka ulga, a na ustach zagościł najcudowniejszy, najpiękniejszy uśmiech jaki dotychczas u niego widziała. Blondyn ekstremalnie szybko wsunął na jej palec kawałek metalu, odłożył róże na bok i pozwolił opleć swoją szyję jej ramionami. Jej łzy plamiły jego koszulę, ale jemu wcale to nie przeszkadzało. Był teraz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 

                                   ~*~
Przepraszam za opóźnienia, ale nie wyrobiłam w ubiegłym tygodniu :/ Mam nadzieję jednak, że długością i jakością rozdziału wam to wynagrodziłam :)  Jak widzicie Artur nie marnuje czasu i zatrzymuje przy sobie Kaśkę póki może ^^ Wygląda na to, że Kaśka przejmie nazwisko po naszym wariacie :D Jak na tą wieść zareagują rodzice, przyjaciele i Antek? :) Dowiecie się już niebawem ;) Postaram się dodać kolejny rozdział w sobotę lub niedzielę ;3 Całuję i do napisania ;*