piątek, 27 listopada 2015

Dziewiąty: Głupku, otwórz oczy!

Kasia postanowiła posłuchać przyjaciela i udała się opuchniętą kończyną do lekarza. Doktor Kwaśniewski przyznał rację siatkarzowi, stawiając tą samą diagnozę. Wiktorowicz niechętnie wzięła wolne w pracy i większość dnia na kanapie w salonie z wyłożoną na stole kostką opatuloną lodem. Długo tak jednak nie wytrzymała, gdyż nie była typem leniwca. Zabrała się, więc za sprzątanie. Na pierwszy ogień wzięła kuchnię. Do świątecznych hitów rozbrzmiewających po wnętrzu jej mieszkania pucowała blat, następnie ścierała brud z kuchenki czy lodówki, a na sam koniec pozmywała stos naczyń czekających na swoją kolej od wczorajszego wieczora. Przetarła jeszcze kurze wilgotną ściereczką i pościerała podłogę mopem. Zadowolona z efektu końcowego powróciła do salonu, aby dokładnie poukładać na sofie poduszki i zaścielić ją puszystym, cieplutkim kocem, który będzie idealny na zimne wieczory. Podobnie jak we wcześniejszym pomieszczeniu oczyściła komody i pułki z kurzu, a chwilę później szalała z odkurzaczem. Po uporządkowaniu swojej sypialni z porozrzucanych ubrań, które walały się na łóżku czy podłodze przeniosła się do wolnego pokoju, który pełnił rolę gościnnego. Tak wszystko panowało w rażącym po oczach ładzie z wyjątkiem niepościelonego posłania. Dziewczyna zaśmiała się pod nosem, przypominając sobie, że kilka dni temu przecież nocował tutaj Szalpuk. Poprawiła prześcieradło, ułożyła ładnie pierzynę i ukryła ją pod niebieskim kocem z wzorem delfinów, który otrzymała od Moni na zeszłe święta. Takim oto cudem na deser została łazienka. Tam wystarczyło tylko poskładać odzież i wrzucić ją do kosza na pranie i nieco ogarnąć kosmetyki na szafce. Zmęczona, ale zadowolona ponownie zawitała na sofę znajdującą się w salonie i sięgnęła po swojego niezawodnego Samsunga. Odblokowała telefon i przejrzała media społecznościowe, po czym stwierdziła, że jej się cholernie nudzi. Już miała nacisnąć na ikonkę, która zapewniała przejście do listy kontaktów, gdy po wnętrzu lokum barmanki rozniosła się denerwująca ją od dłuższego czasu melodyjka. Fuknęła pod nosem, że musi w końcu zmienić dzwonek i podskakując na jednej nodze dotarła do drzwi. Gdy pociągnęła zamaszystym ruchem za klamkę jej oczom ukazała się promienna twarz blondyna. 

-Zwariowałeś?! Widzieliśmy się kilka dni temu. Wykończysz się tymi ciągłymi wyjazdami do Rzeszowa.-rudowłosa oparła się o dębowe drzwi i splotła na piersiach ramiona. 

-Ale ja już zdążyłem się stęsknić.-obdarzył ją szerokim uśmiechem.-Pomyślałem, że pewnie nudzisz się w mieszkaniu sama i zdobyłem dwa bilety na Listy do M. drugą część. Czy nie chciałabyś mi towarzyszyć dzisiejszego popołudnia? 

-Dziękuję, że o mnie pomyślałeś.-stanęła na palcach i musnęła ustami jego policzek.-Dasz mi chwilkę? Wejdź proszę i zaczekaj na mnie w salonie. 

-Jasne.-pokiwał głową i przekroczył próg mieszkania.-Osz kurna!-był zszokowany ładem jaki panował w mieszkaniu Wiktorowicz.-Chyba serio jej się nudziło.-mruknął pod nosem, robiąc test "białej rękawiczki" na komodzie. 

Właścicielka mieszkania tymczasem przetrzepywała szafę w poszukiwaniu ciepłego zestawu na ten chłodny dzień. W końcu zdecydowała się na błękitną bluzę z Pumy oraz czarne rurki. Przyodziana w ten zestaw zameldowała się w łazience, aby poprawić rzęsy i przeczesać włosy, które opadały jej na ramiona. Chwilę później pozwoliła Arturowi narzucić na siebie kurtkę i wraz z nim opuszczała mieszkanie. 
Nim zauważyła siedziała już w jego srebrnym Audi, napawając się widokami za oknem. On tymczasem co jakiś czas zerkał na nią ukradkiem i skupiony prowadził pojazd. Nagle miedzianowłosa oderwała wzrok od krajobrazu Rzeszowa i włączyła radio, a wtem po wnętrzu samochodu rozniosły się pierwsze rytmy "Santa Claus is coming to town" w nieco podrasowanej wersji Michela Jacksona. Szalpuk obdarzył rozbawionym spojrzeniem swoją towarzyszkę i tuż po chwili zanosił się śmiechem, wysłuchując jej umiejętności wokalnych. Nie dało się mu jednak oprzeć pokusie i także się do niej przyłączył. Takim oto sposobem po ulicach Rzeszowa mknął rozśpiewany samochód. Roześmiani wjechali na parking Galerii Rzeszów i spojrzeli na siebie znacząco. Jako pierwszy środek transportu opuścił kierowca, który jak na dżentelmena przystało otworzył drzwi przed Rudą. Dziewczyna podziękowała mu subtelnym uśmiechem i chwyciła jego ramienia, które jej zaoferował. 

-Ale to nie jest randka? -uniosła wzrok na blondyna Kaśka. 

-Pff...Też mi coś. Pod żadnym pozorem.-odpowiedział siatkarz.

-No pewnie, to tylko takie przyjacielskie spotkanie.-kontynuowała temat barmanka. 

-Tak, tak. Oczywiście.-przyznał jej rację przyjmujący, ale w głębi duszy zaprzeczył. 

Powędrowali w kierunku wyjścia z parkingu i udali się ruchomymi schodami na odpowiednie piętro. W końcu zawitali do Heliosa. Artur poszedł zamówić coś do jedzenia, a Kasia opadła na jedno z siedzeń przy stolikach. Gdy na horyzoncie ukazał się przyjmujący opuściła miejsce i powędrowała przy jego boku do odpowiedniej sali filmowej. Czuła na sobie wzrok kilkunastu dziewczyn, które najchętniej zamordowały by ją na miejscu, a same dały by się ogolić na łyso byle by trwać przy boku tak przystojnego osobnika jakim był Artur. Zamyślona nawet nie zauważyła, kiedy opadła na fotel i obserwowała reklamy. Kątem oka spojrzała na siatkarza, który cykał sobie własnie selfie. Zachichotała pod nosem i dyskretnie doczepiła mu roki do głowy. Szalpuk zmroził ją groźnym wzrokiem, a już po chwili wykonywał głupią minę do wspólnego zdjęcia. Dodał kilka hasztagów i umieścił je na instagramie. Chwilę później oboje konsumowali popcorn, popijając zimną Pepsi z lodem. Co jakiś czas wybuchali śmiechem i zostawali uciszeni przez innych. Nagle Artur onieśmielił się i niby przypadkiem zarzucił rękę na ramie Wiktorowicz. Jej to jednak nie przeszkadzało i miedzianowłosa nawet wtuliła się w przyjmującego, śledząc fabułę filmu. Szalpuk tymczasem coraz częściej łapał się na spoglądaniu na dziewczynę niż oglądaniu filmu. Mimowolnie zaczął gładzić ją dłonią po ramieniu, a ona obdarzyła go subtelnym uśmiechem. 
Wtulona w Szalpuka opuszczała kino, zanosząc się głośnym śmichem. Ktoś mijający ich mógłby szczerze stwierdzić, że są parą. Oni jednak nie zwracali na to uwagi co pomyślą sobie o nich ludzie. Ponownie opadli na fotele we wnętrzu samochodu i ruszyli w dalszą trasę. 

-To teraz zawieziesz mnie do domu, tak? -zapytała, wpatrując się w niego z uśmiechem. 

-Coś ty! Noc jeszcze młoda! Mam dla ciebie niespodziankę.-poruszył znacząco brwiami.

-Mam się bać?

-Hmm... czy ja wiem. Raczej nie. Ze mną jesteś bezpieczna.-puścił jej oczko i skupił się na prowadzeniu. 

                                                                                                  Nutka dla lepszego klimatu  <3

Po krótkim czasie siatkarz wyłączył silnik i zaparkował w nieznanym dotąd miejscu dziewczynie. Zawiązał jej opaskę na oczach i wyprowadził z samochodu, kierując w dane miejsce. Poprowadził ją po schodach, a następnie rozkazał jej rozłożyć ręce.

-Artur! Ty na pewno nie chcesz zrobić niczego głupiego?-upewniła się. 

-Zaufaj mi.-szepnął do jej ucha, a po jej kręgosłupie przebiegł dreszcz. 

Zarzucił plecak na jej plecy i jednym pociągnięciem rozwiązał opaskę przysłaniającą jej oczy. Oniemiała odwróciła się w jego stronę, kompletnie nie rozumiejąc gdzie się znajdują. Blondyn wzruszył jedynie ramionami, życząc jej miłej zabawy. Chwycił ją za dłoń i stanął na przeciw sporych drzwi. Wtem samolot ruszył, a no oparty o ścianę przyglądał się twarzy dziewczyny. W pewnym momencie drzwi się wreszcie otworzyły, a on pociągnął za sobą miedzianowłosą. Dziewczyna pisnęła i wyskoczyła z nim, ściskając mocniej smukłą rękę siatkarza. Pod wpływem strach zamknęła oczy, bojąc się je otworzyć. 

-Głupku, otwórz oczy! Nie ma się czego bać! Przecież nie masz lęku wysokości!-chichotał przyjmujący. 

Dziewczyna wzięła głęboki oddech i uchyliła jedną powiekę, nie mogąc uwierzyć w widok jaki ją otaczał. Spadała w powietrzu z najlepszym przyjacielem, który wciąż trzymał jej dłoń, chcąc dodać jej otuchy. Spojrzała w dół. Pod ich stopami rozciągał się krajobraz oświetlonego miasta, który zapierał dech w piersiach z tej perspektywy. W jej oczach zaszkliły się łzy. To było niesamowite! Nikt nigdy czegoś takiego dla niej nie zrobił. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że Artur jest naprawdę cudownym facetem. Czuła jak jej jasne kosmyki rozwiewa lodowaty wiatr. Jej ciało powoli opuszczał strach, robiąc miejsce ekscytacji. To było cudowne! Nieświadoma, że blondyn robi jej z ukrycia zdjęcia uśmiechnęła się pod nosem, pozwalając słonej cieczy spłynąć po jej policzku. 

-Kasia ty płaczesz?- nie dowierzał temu co zobaczył.

-Tak.-szepnęła.-Dziękuję Artur. Nikt jeszcze nie zrobił dla mnie czegoś takiego.-jakimś cudem przytuliła się do niego. 

-Nie masz za co. Wiedz, że to także mój pierwszy raz.-puścił jej oczko.-Ale z jak niesamowitą kobietą przy boku.- posłał jej urzekający uśmiech. 

Ujął jej twarz w swe smukłe dłonie i przyciągnął bliżej siebie. Dzieliły ich milimetry. Oparł czoło o jej i spojrzał jej głęboko w oczy. W jej ciemnych tęczówkach wciąż szkliły się łzy, ale łzy szczęścia, a także zaskoczenie. Kiedy jego usta prawie stykały się z jej, ona nagle odwróciła głowę i wypowiedziała:

-Możemy iść coś zjeść? 

Zawiedziony blondyn przytaknął głową i oddał się napawaniu widokiem znajdującym się pod jego stopami. Oświetlony Rzeszów z góry prezentował się przemagicznie. Chwycił w swoje dłonie telefon i wykonał kilka zdjęć. Przymknął powieki i rozchylił ramiona, poddając się temu niesamowitemu uczuciu. Czuł się jak ptak, który unosił się w powietrzu. Jakim uczuciem jest lecieć jak ptak, gdy nie widzi się obłoków chmur? On nie musiał widzieć obłoków. On już i tak zdecydowanie zbyt wiele zobaczył. Pociągnął za sznurek spadochronu  i poddał się spadaniu. To samo także kazał uczynić rudowłosej. 


                                                                        ~*~
Proszę bardzo, serwuję wam romantyczną dziewiątkę :) Niesamowicie lekko pisało mi się końcówkę <3 Jestem mega zadowolona, że w mojej głowie narodził się ten pomysł z tymi spadochronami :) Szkoda tylko, że Kaśka nie poddała się urokowi Artura i nie dane było im zasmakować swoich ust :( Ale miejmy nadzieję, że kiedyś mu ulegnie :D Moim zdaniem ten rozdział jest naprawdę dobry ;) A i Ci, którzy uważają, że bohaterowie nie potrafią normalnie rozmawiać bez używania zwrotów typu "ty idioto", "ty debilu". Oni przekazują w ten sposób sobie sympatię ^^ Po prostu mają taki swój sposób i już :) Całuję i zapraszam może w niedzielę ( jak uda mi się namówić mamę na wyjście z łóżka, gdyż jestem chora :/ ) 

niedziela, 22 listopada 2015

Ósmy: Jesteś lekka jak piórko.

Kilka dni po urodzinach przyjaciółki rudowłosa powróciła do pracy. Wiktorowicz właśnie podnosiła swój tyłek z łóżka, by po chwili rozciągnąć się leniwie i powędrować do kuchni. Nucąc pod nosem jeden z hitów Video wsypywała do swojego ulubionego kubka czarny proszek, uśmiechając się pod nosem na wspomnienie minionego tygodnia. Oparła się wygodnie o szafkę i przymknęła powieki, odtwarzając w głowie obraz urodzin Moniki. Zdecydowanie wtedy zaszalała, pozwalając Szalpukowi na zdecydowanie więcej niż powinien od niej otrzymać. Jednak nie żałowała spędzonych w jego towarzystwie chwil. Z rozmyśleń wyrywała ją roznosząca się po wnętrzu mieszkania doskonale znana melodia. Poderwała się momentalnie i ruszyła w stronę drzwi, za którymi skrywał się jej gość. Gdy pociągnęła za klamkę, jej oczom ukazała się roześmiana twarz Dzikiej. Właścicielka mieszkania obdarowała ją promiennym uśmiechem i gestem dłoni zaprosiła do środka. Monia opadła na jedno z krzeseł przy kuchennym stole, przyglądając się krzątającej po pomieszczeniu miedzianowłosej. Chwilę później otrzymała od niej kubek parującej kawy, za co podziękowała jej buziakiem w policzek i zabrała za opowiadanie planu na dzisiejszy dzień. Wiktorowicz tymczasem potakiwała głową, dłubiąc widelcem w przyrządzonej kilka minut wcześniej jajecznicy. Po opróżnieniu przez nią talerza oplotła dłońmi naczynie z gorącą, ciemną cieczą i przyłożyła je do ust, aby upić spory łyk. Podciągnęła kolana pod brodę i popijając kofeinowy trunek wysłuchiwała słów Dzikiej. Po opróżnieniu naczynia sprzątnęła ze stołu talerz oraz kubki i zabarykadowała się w łazience. Po wczorajszej zmianie jedyne na co miała ochotę to zawitanie do krainy Morfeusza, dlatego teraz postanowiła się odświeżyć. Zrzuciła z siebie piżamę jaką była dla niej sięgającą jej do połowy ud koszulka Artura z pamiętnej nocy spędzonej w jego mieszkaniu i weszła pod strumień ciepłej wody, wmasowując w swoje ciało kremowy żel. Kokosowa woń ogarnęła jej nozdrza, powodując subtelny uśmiech na jej ustach. Chwilę później wytarła mokre ciała w biały, puszysty ręcznik i zarzuciła na siebie niebieski sweterek. Dorzuciła do niego czarne leginsy, które idealnie komponowały się z górą oraz podkreśliła rzęsy czarną maskarą, unoszącą delikatnie ich objętość. Włosy natomiast splotła w kłosa i wsunęła na nogi swoje niezawodne botki. Korzystając z okazji, że naprawdę świetnie wyglądała chwyciła w rękę swój Samsung Galaxy 6 i zrobiła selfie, które od razu powędrowało na jej instagrama. 

-Ale Ci ślicznie w tym kolorze.-puściła jej oczko Monika. 

-Dziękuję.-obdarowała ją szerokim uśmiechem właścicielka lokum.- To co gotowa na podbój galerii?- zaśmiała się pod nosem. 

Partnerka Śliwki zapiszczała głośno i wypadła z mieszkania Wiktorowicz jak torpeda. Barmanka zachichotała cicho i przekręciła kluczyk w zamku, po czym zbiegła schodami na dół. Kąciki jej ust momentalnie powędrowały ku górze, gdy zauważyła otulone białym, przez nią uwielbianym puchem miasto. Roześmiała się na całe gardło, kiedy jej wzrok zawitał na leżącej w śniegu przyjaciółce, która starała się zrobić pięknego tak zwanego "aniołka". Niby Monika była dorosła, ale czasami jej zachowanie przyprawiało Wiktorowicz o ból głowy. Ta dziewczyna miała 21 lat, a tymczasem bawiła się w śniegu jak jej pięcioletni Antoś. Po dłuższej chwili Kaśce w końcu udało się namówić przyjaciółkę do podniesienia i obydwie cicho chichocząc wsiadły do samochodu dzikiej. 

                                                               ***
Nim spostrzegła zakończył się listopad, a w drzwi zapukał grudzień, który tak bardzo uwielbiała, ze względu na Święta Bożego Narodzenia. Na ulicach Rzeszowa pojawiły się kolorowe lampki, zdobiące różnorakie obiekty, nadając im niesamowitą magię. Ubóstwiała zimowe spacery podczas, których  mogła podziwiać tego typu dekoracje i wysłuchiwać słów zachwytu padających z ust Antosia. Jej mały skarb właśnie w grudniu przyszedł na świat, dlatego nie dość, że otrzymywał prezent od swojej rodzicielki na urodziny to także obdarowywała go paczką na Mikołajki. On jednak nie przywiązywał znacznej wagi do rzeczy, a jedynie pragnął aby matka jak najczęściej tuliła go do siebie. Choć sekretem nie było, że słodycze kochał ponad życie jak wszystkie dzieci na tym świecie. Mały blondyn spoczywał właśnie na fotelu w salonie swojej babci, wypatrując sylwetki swojej matki. Już nie mógł się doczekać, kiedy wraz z siatkarzem we trójkę wyruszą na świąteczne zakupy. Anna tymczasem stała oparta o framugę drzwi i przyglądała się temu obrazkowi, kręcąc lekko głową. 
Kaśka niczym torpeda wpadła do mieszkania, zrzucając torbę na podłogę w salonie. Za kilka minut w jej progi miał zawitać przyjmujący, a ona dopiero co wróciła z pracy. Dlatego pośpiesznie pozbyła się okrycia zewnętrznego, zsunęła buty z nóg i zatrzasnęła za sobą drzwi łazienki. Zrzuciła z siebie ubrania i wskoczyła pod prysznic. Kąciki jej ust momentalnie zawędrowały na górę, gdy woń kremowego żelu dotarła do jej nozdrzy. Chwilę później narzucała na siebie ciepłą bluzę i opadła na kanapę znajdująca się w salonie, aby założyć na stopy botki. W tym właśnie momencie po wnętrzu jej mieszkania rozniosła się ta denerwująca melodyjka.  Natychmiast poderwała się z miejsca i podbiegła do drzwi, aby jak najszybciej przerwać męczarnie jakie przechodził jej słuch. 

-Kurwa, Szalpuk! Robisz to specjalnie!-warknęła, gromiąc go spojrzeniem.

-Nie! Ja po prostu lubię naciskać ten przycisk.-ukazuje jej swoje śnieżnobiałe uzębienie. -Tak jak teraz. Patrz...

-Nawet kuźwa nie próbuj!-chwyta go za nadgarstek i odciąga jego rękę od źródła dzwonka. 

-No już dobrze. Będę dla ciebie dziś wyjątkowo łaskawy.-puszcza jej oczko.-Gotowa? Czy może jeszcze musisz przypudrować nosek?- uśmiecha się do niej słodko. 

-Idiota.-komentuje pod nosem.

-Słyszałem! 

Chwilę później w swoim towarzystwie przemierzają ulice Rzeszowa w celu dotarcia do mieszkania jej matki. Kasia niczym zaczarowana wpatruje się w świąteczne dekoracje, a Artur z ukrycia wykonuje jej kilka zdjęć z zamiarem stworzenia z nich kolarzu na kolejne urodziny przyjaciółki. Nim zauważają a zatrzymują się przed domem pani Wiktorowicz. Miedzianowłosa kątem oka zerka na siatkarza, zastanawiając się czy to aby odpowiedni moment na zapoznanie go ze swoją rodzicielką. W końcu jednak naciska dzwonek i oczekuje pojawienia się w progu sympatycznej kobiety. Niespodziewanie za klamkę z trudnością pociąga Antoś, który momentalnie wtula się w nogi mamy. Na twarz zawodnika  Cerradu  natychmiast wkrada się subtelny uśmiech, z którym również wita stojącą we wnętrzu budynku właścicielkę. 

-Antoś! Migiem do środka bo się przeziębisz! Ubieraj się i idziemy do galerii! -panującą ciszę przerywa barmanka. 

-A cóż to za przystojniak w towarzystwie mojej córeczki? Nie przedstawisz nas sobie? - Anna zawraca uwagę na stojącego niedaleko Rudej chłopaka. 

-Mamo to jest Artur, mój przyjaciel. Artur to moja matka, Anna. -wskazuje dłońmi na dane osoby. 

-Miło mi ciebie poznać, Arturze.-poddaje mu rękę starsza Wiktorowicz. 

-Mi panią również.-blondyn posyła jej szeroki uśmiech i zaciska jej dłoń.

-Nie wejdziecie choć na herbatę?-pyta z nadzieją babcia chłopca. 

-Mamo, wiesz dobrze, że Antek dłużej już  nie wytrzyma. Przypuszczam, że na miejscu nie mógł przez ostatnią godzinę usiedzieć.-chichocze pod nosem Kaśka. 

-Z tym akurat masz rację, kochanie.-przyznaje jej ze śmiechem gospodyni. 

                                                                  ***
Ze śmiechem przeglądają kolejne sklepy i badają ich zawartość. Udaje im się nawet załapać na klip, który kręcą akurat w budynku.  Szczęśliwa rudowłosa opada na jedną z wygodnych mini sof i wyciąga przed siebie nogi, przymykając powieki. Nie miała pojęcia, że aż tyle zejdzie im zwykłe bieganie za prezentami czy świątecznymi dekoracjami. Kasia odchyliła głowę do tyłu i uśmiechnęła się pod nosem, marząc jedynie o gorącej kąpieli i ciepłym łóżku. Nagle jednak poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Podskoczyła przestrażona i pisnęła dość głośno. Reakcja osobnika stojącego za nią upewniła ją, że nie ma się czego obawiać. To rżenie poznałaby nawet w najgłośniejszym klubie. 

-Szalpuk! Ty debilu!-wymierza pięść w jego ramie. 

Blondyn nie odpowiada, a jedynie zalewa się coraz głośniejszym śmiechem. Niezauważalnie obok tej dwójki pojawia się Antoś, który właśnie pozbawił czekoladowego mikołaja głowy. Zmęczona Wiktorowicz podnosi się niechętnie i kieruje w stronę wyjścia. Z reklamówkami w dłoniach opuszcza galerię, szybkim krokiem ruszając przed siebie. Tuż obok niej podąża mały blondyn, zajadając się nogami mikołaja. Kaśka kręci stanowczo głową, spoglądając zniesmaczona na swojego syna:

-Na noc kochany nie je się słodyczy. Zapamiętaj to sobie na wieki wieków. 

-Artur mi to kupił i mówił, że spokojnie mogę teraz zjeść.-odpowiada skarb Kaśki. 

-Szalpuk! Natychmiast do mnie!- wydziera się zirytowana. 

Ona jest naprawdę cierpliwa, tolerancyjna, ale na gorszenie swojej kruszynki nie pozwoli. Gdy tylko znajoma jasna czupryna pojawia się obok, dziewczyna odwraca twarz w jego stronę i zaciskając dłonie w pięści, spogląda na swojego towarzysza, gromiąc go wzrokiem : 

-Ja naprawdę toleruję wszystko, ale nie demoralizowanie mi dziecka! Antek ma dopiero 5 lat i nie wolno mu jeść słodyczy na noc! Czy ty kiedykolwiek zajmowałeś się dziećmi? 

-Przepraszam, nie miałem do czynienia nigdy wcześniej z dziećmi. 

Wiktorowicz kiwa jedynie głową i odwraca wzrok w kierunku oświetlonych przepięknymi lampkami ulic. Nie jest jej jednak dane długo napawać się ich widokiem, gdyż siatkarzowi zachciało się szaleństw. Przyjmujący ni stąd ni zowąd wymierza śnieżką w sylwetkę rudowłosej, która idealnie ląduje na jej czapce. 

-O nie! Ja się tak nie bawię! -wrzeszczy, uciekając przed goniącym ją siatkarzem. 

Antoś także formuje w swoich małych rączkach śnieżkę i biegnie za chłopakiem, chichocząc pod nosem na widok uciekającej matki przed jego nowym wujkiem. W końcu dogania parę dorosłych także, rzucając białym puchem w stronę matki. Jej mina wyraża więcej niż tysiąc słów. Nagle nie zauważa ona śliskiego podłoża i traci równowagę, upadając na plecy. Mężczyźni zgromadzeni obok niej parskają donośnym śmiechem, przyglądając się jęczącej z bólu kobiecie. Kasia po dłuższej chwili próbuje wstać, ale gdy tylko stawia prawą nogę momentalnie upada, chwytając się za kostkę. Zaniepokojony siatkarz przyklękuje przy Rudej i posyła jej pytające spojrzenie. 

-No co się tak głupio gapisz?! Nie widzisz, że cierpię! -naskakuje na niego barmanka. 

-Zdaję sobie doskonale z tego sprawę. Boli cię kostka?- poważnieje, a kiedy dziewczyna odpowiada skinieniem głowy obejmuje ją w pasie i podnosi.-Spróbujmy jeszcze raz. -prosi. 

-Auć! Artur ja nie mogę! To tak cholernie boli! 

-Wygląda na to, że skręciłaś kostkę.-stwierdza siatkarz. 

Kaśka klnie pod nosem, uderzając dłonią w obsypany śniegiem chodnik. Świetnie! Święta za pasem, a ona uszkodziła sobie nogę! Nim się orientuje a Szalpuk chwyta ją i bierze na swoje ręce. 

-Co ty odpierdalasz?- dziewczyna przerywa panującą od dłuższej chwili ciszę. 

-Nie widzisz? Pomagam ci dotrzeć do domu. -posyła jej subtelny uśmiech.-Antek! Weź proszę tamte torby i choć za nami! -kieruje słowa do stojącego z tyłu blondyna. 

-Artur, przestań. Nie będziesz mógł potem trenować. 

-Bzdury mówisz. Jesteś lekka jak piórko.-kolejny słodki uśmiech, którym ją obdarza. 

W pewnym momencie ich spojrzenia się spotykają. Niczym zaczarowana wpatruje się w czekoladowe tęczówki, odszukując w migoczące iskierki, które świadczą o jego euforii. Zawierają w sobie coś, że każdy kto w nie spojrzy nie ma się czego obawiać. Ciepło jakie je wypełnia jest niesamowicie emanujące. Artur jest naprawdę dobrym człowiekiem. Zawstydzona odrywa wzrok od jego ciemnych oczu i umiejscawia go w widokach przed sobą. Kąciki ust przyjmującego mimowolnie wędrują ku górze. To nie był przypadek. Antoś tymczasem podąża obok i także uśmiecha się pod nosem, gdyż doskonale zauważył sytuację z przed kilku minut. 

                                                              ~*~
Przepraszam, że dopiero teraz, ale  wcześniej jakoś nie miałam chęci :P Sami wiecie jak to z weeekendem... Cały tydzień nauki i przez te dwa dni chce się poleniuchować i potem ciężko zebrać się do pracy, w moim przypadku pisania :D Poświęciłam się dla was i nie uczyłam :D Dlatego teraz zostawiam was z tym powyżej i lecę co nieco powtórzyć, by nie zarobić jutro pały z WOS'a :P Całuję i do zobaczenia :*  ( może w środę ;) ) 

niedziela, 15 listopada 2015

Siódmy: Teraz nie wyrwę żadnej samicy!

Powolnym krokiem ze splecionymi na piersiach ramionami zmierzała w kierunku kamienicy, na której mieścił się blok przyjaciół. Niedający jej spokoju Artur wciąż próbował ją udobruchać po sytuacji mającej miejsce w Galerii Rzeszów. Ona jednak odrzucała jego starania i ciągle przyśpieszała tempa, aby znaleźć się jak najdalej od tego psychiatrycznego wariata. Przecież ten blond idiota ośmieszył ją przed sporą grupą zgromadzonych w budynku ludzi, a do tego dzięki jego inteligencji miała zakaz wstępu do tego SPA, a przecież ono należało do ulubionych Moniki. Nie miała najmniejszego zamiaru tak łatwo mu odpuścić. Na jej usta wstąpił nikły uśmiech, gdy w zasięgu jej wzroku znalazł się znajomy budynek. Szybkim krokiem kierowała się w stronę wejścia do bloku, a następnie jak najszybciej pokonała schody, co jakiś czas zerkając przez ramię, czy aby na pewno nie podąża za nią Szalpuk. Otrzepała kurtkę z niewidzialnego kurzu i wyposażona w szeroki uśmiech zdobiący jej twarz nacisnęła dzwonek. Kilkanaście sekund później została staranowana przez właścicielkę mieszkania. Fale śmiechu rudowłosej rozbrzmiewały po wnętrzu mieszkania Śliwki i Dzikiej, aż w końcu zdecydowała się ona wydostać z solidnego uścisku jubilatki, która odcinała jej dopływ tlenu.  W tym samym momencie do wnętrza mieszkania wpadł zdyszany Artur. Pokręcił tylko ze śmiechem głową  na widok dziewczyn i ucałował w policzek Monię. Kasia tymczasem pomaszerowała z Dziką do kuchni, zostawiając blondyna samego w salonie. Olek niestety dzisiejszego dnia mierzył się z PGE Skrą Bełchatów i nie mógł świętować z partnerką urodzin, ale Monika miała już plan na wieczór, a do tego czasu siatkarz miał zawitać w progach ich mieszkania. Kasia oparła się o blat kuchenny, przyglądając się z zainteresowaniem krzątającej się po pomieszczeniu przyjaciółce. 

-Kaśka co jest?-obdarzyła ją pytającym spojrzeniem szatynka. 

-Nic. A co ma być?-wzruszyła ramionami miedzianowłosa. 

-Kuźwa! Mnie nie oszukasz.-zirytowała się właścicielka mieszkania.-No mów.-splotła ręce na piersiach.

-Po protu nie wiem co czuję do Artura. Jak przebywam w jego towarzystwie czuje się taka beztroska, a do tego czasami tonę w jego oczach, a gdy się uśmiecha moje serce przyśpiesza. Jednak nie jestem pewna czy to tylko chwilowe zauroczenie czy coś więcej? Wiesz dobrze, że nie jest mi łatwo zaufać teraz facetom.-zakończyła swój monolog Kasia. 

-Kaśka! Przecież z kilometra widać, że wy macie się ku sobie. Ty chyba nie widziałaś jeszcze jak on cię wzrokiem pożera. Rzucił by się na ciebie już dawno, ale umie się chłopak kontrolować.-zaśmiała się Dzika. 

-Jak paradowałam w jego koszulce po mieszkaniu doskonale widziałam jak na mnie patrzył, ale nic dziwnego, przecież facet nie ma takich widoków na co dzień. Przesadzasz chyba. Na razie lepiej zostawię to jak jest. 

-A jak cię na randkę zaprosi? To jak się zachowasz?-uniosła pytająco brwi jubilatka. 

-Szczerze?-upewniła się Wiktorowicz.-Nie mam pojęcia.-zagryzła dolną wargę. 

Monika skomentowała jej odpowiedź głośnym westchnięciem i chwyciła w dłonie przysmaki, a następnie powędrowała do salonu. Kasia poszła w jej ślady i już po chwili tonęła w objęciach przyjaciółki, składając jej życzenia oraz wręczając prezent. Dzika zaciekawiona zerknęła do torby, a kiedy obejrzała dokładniej jej zawartość parsknęła głośnym śmiechem. Nie ma to jak wsparcie Kaśki w trudnym momentach życia. Wiktorowicz doskonale zdawała sobie sprawę jak Monika mogła przeciągnąć Olka na swoją stronę dlatego zdecydowała się kupić przyjaciółce seksowną bieliznę. Zaciekawiony Artur stanął niezauważalnie za plecami szatynki i poruszył znacząco brwiami. 

-Osz kurde! Ja tam bym chciał zobaczyć w tym wdzianku Kasieńkę!-zagwizdał. 

Wiktorowicz przyłożyła sobie soczystego face palma i spojrzała z politowaniem na siatkarza, który badał wzrokiem jej drobne ciało. Kaśka nie wytrzymała i rzuciła się na Artura z torebką, która co rusz lądowała na jego durnej łepetynie. Dzika zwijała się ze śmiechu na kanapie, a Kaśka próbowała wybić z głowy głupotę zawodnikowi Cerradu. 

-Już spokojnie! Nie jestem rasowym pedofilem ani zboczeńcem!-bronił się Szalpuk, unosząc dłonie ku górze. 

                                                                     ***
Po odśpiewaniu jubilatce 100 lat oraz skonsumowaniu tortu wszyscy opadali na sofę, aby śledzić zmagania brązowego medalisty zeszłego sezonu oraz Mistrza Polski.  Artur jak zawsze wiernie dopingował Skrę, otrzymując co jakiś czas uderzenia poduszką w tył głowy to od Wiktorowicz to od Dzikiej. Kaśka także lubiła zespół bełchatowskich pszczółek, ale Aleksander był jej przyjacielem i to za niego trzymała kciuki w starciu gigantów. Oczekiwanie pierwszy set padł łupem gości po zepsutej zagrywce Facundo Conte. Dziewczyny przybiły sobie piątki, a zawiedziony Szalpuk bronił gospodarzy. Kaśka i Monika odpowiedziały mu na to zaprezentowaniem swojego języka, za co zapłaciły atakiem łaskotek przyjmującego. Roześmiane i zirytowane jednocześnie kopały, obijały klatkę piersiową siatkarza, ale ten pozostawał obojętny na ich ataki. W końcu jednak za dodatkowy kawałek pizzy, który oddała mu Monika wypuścił je ze swojego uścisku. Zainteresowani powrócili do śledzenia poczynań Mistrza Polski na terenie Bełchatowa. Tym razem Skrzaty miażdżyły Pasiaków i nie dały im wyjść z dwudziestki, ogrywając ich do 16. Blondyn zadowolony skakał po kanapie, a dziewczyny wzdychały nad jego debilizmem. Niezwykle wyrównanym pojedynkiem obu drużyn okazała się być partia trzecia, w której to czasie zebrani w mieszkaniu Dzikiej goście nie mogli usiedzieć na miejscu. W między czasie Kasia zdążyła się pogodzić z Arturem i oboje kłócili się teraz kto zwycięży w tej odsłonie meczu. Górą okazała się być Wiktorowicz, która nadstawiła policzek w oczekiwaniu na usta Szalpuka. Chłopak ze śmiechem musnął jej policzek, stykając się swoimi ustami z kącikami jej warg. Miedzianowłosa poczuła nawiedzający jej plecy dreszcz i momentalnie nabrała ochoty na zasmakowanie ust siatkarza, jednak w porę się opamiętała. Opuściła jednak towarzystwo pod wymówką skorzystania z łazienki. Tymczasem w salonie rozgrywała się bitwa na głośniejszy doping. Kasia niezauważalnie wymknęła się na balkon i przymknęła za sobą drzwi. Oparła się o metalową barierkę i przymknęła powieki, starając się uspokoić kołaczące serce i przyśpieszony oddech. Opięła także dwa guziki od swojej biało-czarnej koszuli w kratę i zaczerpnęła do płuc świeżego powietrza. 

-Wszystko w porządku?- zadrżała pod wpływem jego dotyku na ramieniu. 

-Tak, tak. Po prostu zrobiło mi się ciut gorąco z powodu tego krzyczenia.-zaśmiała się. 

-Wiktorowicz ja mam oczy. Przepraszam jeśli przesadziłem z tym całusem.-poczuła jego intensywne perfumy i zaciągnęła się nimi, przymykając powieki. 

-Przestań mówić głupoty. Nic się nie stało. Wracaj do środka, ja zaraz do was dołączę.-puściła mu oczko i kątem oka obserwowała jak znika we wnętrzu mieszkania.  

Tak jak obiecała wróciła do salonu, gdzie Monia szalała ze szczęścia, gdy na tablicy wyników pojawiła się trójka przy nazwie rzeszowskiego klubu. Kasia zamknęła przyjaciółkę w uścisku i pogratulowała doskonałej gry jej partnera. Artur tymczasem ciągle bronił swojego ulubionego klubu, odgrażając się że Asseco polegnie w spotkaniu z Jastrzębiem, a Skra przejdzie zwycięsko w meczu z Gdańskiem. Dziewczyny zaśmiały się pod nosem i pokiwały jedynie głowami na zrozumienie słów chłopaka. 

                                                                ***
Spragniona opadła na krzesło tuż przy barze, uśmiechając się słodko do krzątającego się przy klientach bruneta. Oliwer, bo takie imię nosił mężczyzna posłał firmowy uśmiech barmance i zaoferował swoje usługi. Już po chwili rudowłosa sączyła drinka z kolorowej szklanki wypełnionej mocną mieszanką alkoholi, mrugając zalotnie wachlarzem czarnych, seksownych rzęs. Młodzieniec kręcił ze śmiechem głową, wycierając blat ściereczką i polewając kolejne kufle piwa. Dziewczyna dopiła do końca trunek i powędrowała na parkiet.  Gdy do jej uszu dobiegły słowa refrenu Rolnika w wykonaniu Etny zapiszczała głośno i zaczęła kołysać seksownie biodrami, nie zawracając uwagi na otoczenie. W pewnym momencie poczuła na swoim brzuchu czyjeś dłonie. Odwróciła głowę i natchnęła się na znajome, czekoladowe tęczówki mieniące się iskierkami szczęścia. Artur nawet nie musiał pytać o pozwolenie towarzyszenia jej w tańcu, gdyż jego przyjaciółka sama zaczęła ocierać się biodrami o uda siatkarza. Blondyn z kącikami uniesionymi ku górze oddawał się szaleństwom na parkiecie, okręcając wokół własnej osi miedzianowłosą. Barmanka co jakiś czas ocierała się o ciało blondyna, a on nie ukrywał, że mu się to podoba.  Gdy piosenka się skończyła dziewczyna momentalnie pobiegła w kierunku baru, prosząc o coś co zaspokoi jej pragnienie.  W ekstremalnym tempie pochłonęła przygotowanego przez Oliwera drinka i powróciła na parkiet wraz z Arturem. Zwinnie wywijała biodrami do Kasi, Kasieńki  rozbrzmiewającej po wnętrzu lokalu. 

-Czyli mam dobry gust muzyczny?- zaśmiał się jej do ucha siatkarz.

-Ty to zamówiłeś?- spojrzała zdziwiona na chłopaka, a kiedy ten skinął głową parsknęła śmiechem.- Wariat! Dziękuję!- musnęła jego policzek swoimi ustami, pozostawiając na nim ślady czerwonej szminki. 

-Coś ty najlepszego zrobiła?! Teraz nie wyrwę żadnej samicy!- zrobił smutną minę, ale po chwili się roześmiał. 

-No i dobrze. Bo jesteś tylko mój.-puściła mu oczko. 

Artur uśmiechnął się pod nosem i pociągnął Rudą w stronę wyjścia. Wiktorowicz nie protestowała i wraz z siatkarzem opuściła lokal, pocierając odkryte ramiona rękami. Szalpuk zauważył to i zarzucił na nie swoją kurtkę, posyłając dziewczynie subtelny uśmiech. Chwilę później ich wzrok powędrował w stronę, skąd dochodził czyjś pisk. Zaniepokojeni ruszyli w tamtym kierunku, ale kiedy okazało się, że jego źródłem była uradowana Monika parsknęli śmiechem.  Dzika uwiesiła się na szyi Śliwki, nie dając mu kompletnie możliwości złapania powietrza. Dzięki interwencji Kaśki dopiero pozwoliła mu w spokoju zaczerpnąć tlenu. 

-Śliwka brawa za ogranie Bełchatowa i świetną grę. -pochwalił go Wiktorowicz.

-A dziękuję bardzo.-wyszczerzył się Aleksander, obejmując w pasie Dziką. -A ty Arti jak się trzymasz? Nie zabiły cię widzę za dopingowanie pszczółek.-zaśmiał się przyjmujący. 

-Nie, ale byłem bliski zginąć pod torebką tej tu zebranej.-Szalpuk wskazał palcem na Kaśkę. - Ale wynagrodziła mi to ubraniem bielizny twojej partnerki.-poruszył znacząco brwiami. 

-Co ty pierdolisz?! Szalpuk choć, że na moment!-wrzeszczała na niego rudowłosa. 

-O nie ma mowy! Nie chce zginąć.-wystawił jej język. 

-Że niby ty dostałeś od tej wariatki bieliznę?! Na co my czekamy?! Kotek choć wypróbować nowe wdzianko.-do szyi Moniki przyssał się Olek. 

Widząc gotową do wybuchu Wiktorowicz blondyn pożegnał się z parą i biegiem ruszył przed siebie. Rozwścieczona Kaśka powędrowała za nim, uprzednio zdejmując ze stóp swoje czarne, lakierowane szpilki. Zdecydowanie bardziej niż do biegu przydały jej się one do rzucania w wysoką sylwetkę przyjmującego. Artur zawył donośnie, gdyż jeden z butów trafił go w plecy. Para stojąca wciąż pod klubem parsknęła śmiechem, wyobrażając sobie jak oberwie od Wiktorowicz zawodnik Cerradu. 

                                                               ~*~
Tak jak obiecałam pojawiam się dzisiaj z nowym rozdziałem pełnym wariactw ^^ Co jak co, ale Kaśka umie popalić Arturowi :D Uwielbiam pisać o ich szaleństwach i takich scenach jaką wyżej mogłyście przeczytać ;3 Sądzicie, że Monika ma rację i Kaśka wpadła jak śliwka w kompot, jeśli chodzi o Szalpuka? Czy to może tylko chwilowe zauroczenie? :) Czekam na wasze opinie i zapraszam za tydzień, prawdopodobnie w piątek ( ale pewna nie jestem ;) ) Całuję :* 
PS: Brawa dla Skrzatów, które niespodziewanie pokonały bez problemu Gdańsk 3:0 <33 Gratulacje też dla Jastrzębia, które zdobyło Podpromie ;) I takim oto sposobem mamy po jednej porażce czołowych zespołów :D 



czwartek, 12 listopada 2015

Szósty: Już się nie zgrywaj blondynku z pustą makówką.

Czas płynął nie ubłagalnie, a oni łapali coraz to lepszy kontakt. Wiktorowicz większość wieczorów podobnie jak dzisiejszy spędzała przed telewizorem, zaciskając kciuki za Artura sprawującego się obiecująco na boisku. Tym razem także wypełniła wszystkie obowiązki w domu i z miską wypełnioną po brzegi popcornem zasiadła na wygodnej sofie, popijając napój z parującego kubka. Kąciki jej ust momentalnie powędrowały ku górze, gdy na parkiet wbiegł zawodnik z numerem 12. Ze skupieniem obserwowała rozgrzewających się zawodników Radomia, a gdy tylko realizator transmisji umiejscawiał kamerę na sylwetce blondyna ona nie mogła oderwać oczu od jego w pełni skupionej twarzy.
Mimo tego, że myślami krążył wokół odbywającego się dziś spotkania na jego usta wkradał się subtelny uśmiech. Czasami jego głowa sięgała do wspomnień schowanych na samym dnie. Gdyby nie ten pamiętny dzień, w którym go oczarowała nie zyskał by teraz tak oddanej przyjaciółki. Żałował tylko, że nie opowiedziała mu o wszystkim. Wyczuwał, że rudowłosa coś przed nim ukrywa. Gdy chciał odwiedzić ją w stolicy Podkarpacia zawsze zbywała go jakąś wymówką. To miała ciągle nocną zmianę, to musiała wyskoczyć do lekarza, to odwiedzić matkę... Coraz bardziej przestawało mu się to podobać. Postanowił jednak wybrać się do niej bez zapowiedzi, tym bardziej, że dzisiaj partnerka jego przyjaciela obchodziła swoje urodziny.  To był bardzo dobry pretekst by wreszcie zawitać w jej progi.Jego rozmyślenia  przerwały nawoływania Lozano. Momentalnie podniósł swoje ociężałe ciało i powędrował w stronę trenera. Ze skupieniem wysłuchiwał jego słów, przytakując delikatnie głową. 
Ona tymczasem pochłaniała popcorn, opróżniając coraz bardziej naczynie. Pierwszy set wreszcie się rozpoczął. Perfekcyjne przyjęcie Zalińskiego, rozegranie Kampy na prawe skrzydło i autowy atak Szalpuka, który daje Politechnice pierwszy punkt. Kaśki krzywi się nieco, aby po chwili klaskać uradowana w dłonie po nieudanym serwisie Halaby. Nim zauważa a na tablicy wyników, którą ukazuje polsatowska kamera widnieje 5:8 i zespoły zbiegają na pierwszą przerwę techniczną. Ona tymczasem opuszcza swoje legowisko i melduje się w kuchni, aby przyrządzić kolejną przekąskę. Tym razem decyduje się na wyciągnięcie z szuflady paczki czipsów. Antek niczym na zawołanie stawia się przy boku swojej matki, ukazując lśniące perełki znajdujące się w jego buzi. Wiktorowicz chichocze pod nosem i zaprasza syna na kanapę. Chwilę później gładzi swój skarb po jasnych kosmykach, uśmiechając się subtelnie i zajadając bombą kaloryczną.  Po skutecznym ataku przyjmującego z widniejącą na jego koszulce dwunastką podrywa się z miejsca, zsuwając z swoich nóg Antka. Chłopczyk spogląda na rodzicielkę zadziwiony i jednocześnie zanosi się głośnym śmiechem. Kaśka po kilku sekundach dołącza do niego, nabijając się ze swojej porywczości. Muska ustami policzek malca i pozwala mu ponownie wtulić się w jej bok. Zainteresowani śledzą poczynania siatkarzy na boisku, przybijając sobie piątkę po każdym zdobytym oczku przez Artura. 

-A kim jest właściwie tamten pan?-unosi pytający wzrok na mamę Antoś. 

-Moim przyjacielem.-odpowiada z delikatnym uśmiechem Kasia. 

-Dlaczego go jeszcze nie poznałem?-drąży temat mały. 

-Kochanie nie znamy się zbyt długo. Nie wiem czy on jest gotowy na dowiedzenie się o tobie. Nie chce go wystraszyć. -tłumaczy cierpliwie synowi barmanka. 

-Ale obiecaj, że kiedyś go poznam dobrze?

-Jasne skarbie.-pozostawia mokry ślad na czole chłopczyka.- A teraz chyba czas na sen. Choć poczytam ci bajeczkę.

-Mamo proszę daj mi jeszcze posiedzieć. Chce obejrzeć z tobą ten mecz. Wiesz, że bardzo lubię siatkówkę.-szczerzy się uroczo Antek. 

-Niech ci będzie. -mierzy jego blond czuprynę.- Jaka matka taki syn.-stwierdza pod nosem, śmiejąc się cicho. 

Z zainteresowaniem przyglądają się walce toczącej się na parkiecie i co jakiś czas uradowani wykrzykują dopingi kierowane w stronę Radomia. Wiktorowicz pochłonięta spotkaniem całkowicie zapomina o Antosiu, który zasnął jakiś czas temu na jej kolanach. Kąciki jej ust mimowolnie wędrują ku górze, gdy zauważa ten fakt i w ekstremalnym tempie zanosi chłopca do pokoiku, układa na łóżku i składa czuły pocałunek na jego skroni, życząc mu dobrej nocki. Sama powraca do salonu na końcówkę trzeciego seta i uradowana podskakuje, gdy radomianie blokują Pawła Mikołajczyka. Według niej na statuetkę MVP zasłużył Artur, ale także w duchu gratuluje jej zdobycia Bołądziowi. Wymęczona bierze odświeżający prysznic, a następnie kładzie się do łóżka. Wysyła blondynowi SMS'a z kilkoma miłymi słowami dotyczącymi dzisiejszego meczu i odpływa do krainy Morfeusza. 

                                                                  ***

Ze snu wyrywa ją nachalny gość znajdujący się za drzwiami jej mieszkania.  Niechętnie opuszcza swoje łóżko, po drodze zarzuca na siebie szlafrok, którym się otula i kieruje się w stronę korytarza. Bez zaglądania do Judasza przekręca kluczyk w zamku i oniemiała wpatruje się w opierającego się nonszalancko o drzwi Szalpuka. Przyjmujący unosi kącki ust, tym samym obdarzając ją szczerym, promiennym uśmiechem. Ona natomiast wciąż trwa w tej samej pozycji, wpatrując się w niego niczym Dmitrija Muserskiego, który właśnie przyniósł jej bukiet pięknych, czerwonych róż. A tymczasem stał przed nią najzwyczajniejszy blondyn o nieziemsko czekoladowych oczach, które właśnie podziwiały jej drobną sylwetkę przyodzianą w jedynie cienką piżamkę skrytą pod ciepłym materiałem szlafroka, który nieco odkrywał jej dekolt. Niczym poparzona poprawiła go i odsunęła się na bok, wpuszczając siatkarza do wnętrza mieszkania. 

-Jakim cudem ty tutaj...?-wykrztusiła z siebie po dłuższej chwili. 

-Od czego ma się przyjaciół.-posłał jej perskie oczko, po czym przystanął przy kominku ustrojonym sporą ilością zdjęć.-Kim jest ten słodziak?-wskazał palcem na małego blondyna. 

Kaśka wzięła głęboki oddech i już miała się odezwać, kiedy do salonu jak na zawołanie wpadł wybudzony ze snu Antek. Chłopczyk wtulił się w nogi mamy, spoglądając na nią z dołu. Brązowooki odwrócił głowę w ich stronę, otwierając usta w geście zdziwienia. A słowa wydobywające się z ust małego wywołały u niego jeszcze większe zdezorientowanie:

-Mamo, to jest ten Artur, który rozgrywał wczoraj mecz? 

-Tak, kochanie. Proszę cię idź się ubierz i zostaw nas samych. Zaraz zrobię ci śniadanie.-przykucnęła przy synu i musnęła ustami jego policzek, aby następnie śledzić jak znika za drzwiami swojego pokoju. 

-Nie wiedziałem, że masz syna. Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Dlatego ciągle mnie zbywałaś, kiedy chciałem cię odwiedzić?! Kaśka jak mogłaś!? Przyjaźnimy się! 

-Przepraszam po prostu...-wypowiedziała łamiącym się głosem, nie mając sił dokończyć zdania.

-Po prostu co?!-dopytał. 

-...bałam się, że nie będziesz chciał mnie znać. Wiem jak to wygląda, ale nie jestem puszczalską szmatą, która byle komu wskakuje do łóżka. Kochałam Adriana, ale on gdy dowiedział się o ciąży ulotnił się niczym mgła. Nie chciałam po raz kolejny tego przeżywać. Bo kto by chciał znać samotną matkę z dzieckiem, która...-szeptała niesłyszalnie. 

-Stop! Kasia! Przestań! Nie jesteś żadną pierwszą lepszą. Zdążyłem cię już trochę poznać i wiem, że jesteś naprawdę świetną dziewczyną. Skąd mogłaś wiedzieć, że twój były tak się zachowa? Ja chce znać. Naprawdę podziwiam cię, że dajesz sobie radę z pogodzeniem opieki nad synem i pracą, a do tego jeszcze znajdujesz czas, aby zasiąść przed telewizorem i mi kibicować.-posłał jej subtelny uśmiech.-Jesteś niesamowitą kobietą Kaśka! Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem, ale po prostu jestem wściekły, że nie powiedziałaś mi o czymś tak bardzo istotnym. Jesteśmy przyjaciółmi i wymagam od ciebie stu procentowej prawdy. Od dziś zero kłamstw, ukrywania przed sobą czegoś ważnego i sama prawda, okay? Nie płacz proszę.-starł kciukiem zdobiące jej policzki łzy. 

-Dziękuję.-wyszeptała w jego tors, gdyż przygarnął ją do siebie. 

Stała wtulona w niego na środku salonu, całkowicie zapominając o przygotowaniu śniadania dla Antka. Ramiona Artura były najlepszym schronieniem i lekarstwem na najgorsze, o czym się o chwili przekonała. Po kilku minutach przestała szlochać i uwolniła się z pod uścisku przyjmującego, spoglądając na niego z wdzięcznością. Ten tylko poprosił ją o czarujący uśmiech, a ona ze śmiechem spełniła jego prośbę.  Nim zauważyła spoczywała na krześle przy kuchennym stole, pochłaniając przygotowane przez nią naleśniki i przyglądając się z uśmiechem wymalowanym na ustach dwóm mężczyznom, którzy na obecną chwilę odgrywali rolę najważniejszych w jej życiu. Artur stopniowo opowiadał malcowi o sobie, co chwila obdarzając go tym swoim przeuroczym uśmiechem, a młody Wiktorowicz słuchał słów opuszczających usta siatkarza niczym zaczarowany. Kasia tymczasem starała się w miarę posprzątać mieszkanie, gdyż za chwilę wraz z towarzyszami miała udać się do Galerii Rzeszów. 
Artur z szerokim uśmiechem wymalowanym na ustach prowadził ukochane srebrne Audi, co jakiś czas wyrywając z błądzenia myślami Antosia. Młody naprawdę polubił zawodnika Radomia, o czym też świadczył jego uroczy śmiech i zapał z jakim odpowiadał blondynowi. Kaśka tymczasem rozmyślała na temat wcześniejszej sytuacji. Nie mogła zrozumieć, dlaczego od razu nie powiedziała Arturowi prawdy. Wiedziała doskonale, że jest on wyrozumiały, ale bała się, że to jednak przekroczy jego granice. Nie dziwiła się jego porywczej reakcji na wiadomość o posiadaniu syna przez Wiktorowicz. Byli w końcu przyjaciółmi, może początkującymi, ale wciąż przyjaciółmi. Czuła jednak znaczną ulgę ze świadomością, że Szalpuk zaakceptował tą wiadomość i złapał tak świetny kontakt z jej skarbem. 
Po nagłym opuszczeniu samochodu przez Artura można było mieć zastrzeżenia co do jego stanu psychicznego. Kasia jednak jedynie pokręciła głową, zanosząc się głośnym śmiechem i wraz z Antkiem ruszyła w pościg za przyjmujący, który już zdążył wybadać zawartość jednego ze sklepów. Ona tymczasem zamówiła sobie kawę i z papierowym kubeczkiem w dłoni ruszyła na przegląd lokali. Antek niemal klęczał przed nią na kolanach, gdy dostrzegł nowy model Mikasy, który dostępny był tylko w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Kaśka zburzyła jego jasną czuprynę i pokręciła głową, przemierzając wnętrze sklepu.  Nim się zorientowała przy jej boku ślęczał także Szalpuk, który wpatrywał się w nią oczami na wzór biednego szczeniaka. Wiktorowicz nie wiedząc co robić w końcu uległa i zakupiła synowi nowy gadżet. Gdy jednak opuścili sklep blondyn otrzymał mocne uderzenie w tył głowy, na co zawył z bólu. 

-Za co to?-zapytał zdziwiony. 

-Ty już dobrze wiesz za co. Dziecko mi demoralizujesz siatkarzynko!-odparła oburzona. 

-Że niby co? Ja dobrze słyszę?

-Już się nie zgrywaj blondynku z pustą makówką. 

-Tego już za wiele!-Artur przerzucił dziewczynę przez ramię i pognał z nią w stronę SPA.

-Szalpuk cholera!- wydzierała się rudowłosa. 

Tymczasem blondyn zatrzymał się przed wanną pełną błota, spoglądając znacząco na Kaśkę. Przerażona miedzianowłosa poparzyła na Szalpuka niczym idiotę i popukała się w głowę. Chwilę później do pary przyjaciół dołączył Antek, przyglądający się tej sytuacji ze śmiechem. 

-Nie odważysz się Szalpuk!

-Chcesz się przekonać?!- poruszył znacząco brwiami. 

-Artur! Od tej Mikasy ci odjebało mózg! 

-Przegięłaś panno!

Nim się zorientowała leżała już w wannie przeznaczonej do błotnego masażu. Chwilę później do sali wpadła szefowa, która objechała, mówiąc delikatnie Szalpuka i wygoniła go z salonu. Kasi tymczasem wręczyła ręcznik i szlafrok, zapraszając ją do szatni. 


                                                           ***
Hello ludziska! ^^ Witam was ze zwariowaną szóstką na czele :D Mega mi się podoba ten rozdział i jestem z siebie dumna, że udało mi się go napisać na tygodniu ;) Czekałyście niecierpliwie na całą historię naszej Kasi oraz wieść o Antku przekazaną Arturowi, więc macie :3 Kolejny odcinek losów Artur&Kaśka powinien się pojawić jak dobrze pójdzie w sobotę lub niedzielę, gdyż chce wam dać trochę czas na przeczytanie, ale jak będzie mało komentarzy dodam go w pon nawet ;) Kochani ja do niczego was nie zmuszam, ale naprawdę milej pisze się, gdy jest dla kogo, a na razie jest was tu garstka, a kilka tysięcy wyświetleń :P Ja poświęcam dla was czas, a wy się nie udzielacie :/ Spisałam także plan całego opowiadania i myślę, że teraz będzie mi się lekko i przyjemnie pisać, bo przedtem trzeba było wymyślać coś na spontanie :D Całuję i zapraszam w weekend :* 
PS: Dziękuję Skrzatom za walkę do końca w meczu z Resovią <3 Dla mnie oni są najlepsi na świecie zawsze i wszędzie <3 I nie toleruję u niektórych osób  tekstów typu : Asseco najlepsze <3, gdy niektórzy oceniają drużynę po jednym meczu, wyzywając Skrę od ciot :P Przecież to jest absurdalne! Sezon dopiero wystartował i jeden mecz o niczym nie świadczy ;) Dlatego proszę was miejcie szacunek do każdego klubu i nie wyzywajcie go od ciot :) Z góry dziękuję :* 






 

niedziela, 8 listopada 2015

Piąty: Mamusi nie powiesz?!

Z szerokim uśmiechem widniejącym na jej subtelnie różowych ustach obróciła się na pięcie i wtuliła w silne ramiona blondyna, napawając się jego obłędnymi perfumami, powodującymi u niej delikatne zawroty głowy. Musnęła swoimi wargami jego policzek, puściła oczko i ruszyła w kierunku czekającej na jej skromną osobę taksówki. Zawitała do jej wnętrza i puściła lotnego całusa w kierunku siatkarza, chichocząc przy tym uroczo pod nosem. Szalpuk pokręcił ze śmiechem głową, machając jej na pożegnanie. Kierowca w końcu odjechał z pod parkingu kamienicy i wyruszył w podanym przez dziewczynę kierunku. Kaśka tymczasem napawała się radomskimi widokami za oknem, szczerząc się sama do siebie. Czas, który spędziła w mieście przyjmującego był naprawdę przyjemnym i oderwał ją choć na chwilę od codzienności. Mogła w spokoju nie opuszczać łóżka do południa, aby przygotować Antkowi śniadanie, poleniuchować, zasmakować specjałów kuchni by Artur Szalpuk i w dużej ilości pośmiać się z żartów czy różnorakich historii z życia siatkarza. Ten wieczór i poranek był po prostu pełen beztroski i lekkości jakiej jej brakowało na co dzień pośród dni otoczonych opieką nad synem, pracą... Naprawdę było jej to potrzebne. Jej zadumę przerwał donośny klakson pojazdu naciskany przez zniecierpliwionego kierowcę. W ekstremalnym tempie chwyciła swoją torebkę i wyparowała z środka transportu, zostawiając na siedzeniu sumę pieniędzy.  Opadła na ławkę znajdującą się niedaleko przystanku autobusowego i przeglądając media społecznościowe oczekiwała przybycia środku transportu. Po blisko 15 minutach dane jej było już siedzenie w ciepłym PKS'ie i wsłuchiwanie się w słowa ulubionych piosenek.
Równo z przekroczeniem progu mieszkania swojej rodzicielki do jej nóg przywarł rozanielony blondyn.  Rudowłosa zachichotała pond nosem i wzięła na ręce pięciolatka, tuląc go do siebie. Naprawdę stęskniła się za nim przez te kilka godzin, ale w towarzystwie Artura czuła się naprawdę świetnie. Cmoknęła syna w czubek głowy i opuściła na podłogę, prosząc aby przyniósł kurtkę. 

-Coś ostatnio chodzisz taka rozanielona, zamyślona i uśmiechnięta. Czyżbym o czymś nie wiedziała? -starsza Wiktorowicz uniosła brwi. 

-Może.-odpowiedziała tajemniczo córka. 

-Kaśka no co Ty!? Mamusi nie powiesz?!- zaśmiała się Anna. 

-Mamo no! Po prostu poznałam w ostatnim czasie kogoś i ...

-I co? Czekam na szczegóły.-zatarła dłonie rodzicielka Kasi. 

-I mamy bardzo dobry kontakt. Jest naprawdę niesamowitym chłopakiem i uwielbiam spędzać czas w jego towarzystwie. On jest taki beztroski.

-Trzymam za was kciuki.-gospodarz domu obdarzyła Wiktorowicz ciepłym uśmiechem. 

Kasia pokręciła z subtelnym uśmiechem głową i wsunęła kurtkę na przedramiona Antka, a następnie zasunęła ją po samą szyję oraz nałożyła czapkę na jego jasne kosmyki włosów. Pożegnała się z rodzicielką całusem w policzek i powędrowała w stronę domu Olka.

                                                              ***
Przywitała przyjaciółkę subtelnym pocałunkiem w policzek i zagłębiła się we wnętrzu mieszkania szatynki. Pozbyła się okrycia zewnętrznego oraz obuwia i pomogła w tym małemu blondynowi. Antoś roześmiany rzucił się na szyję wujkowi, który wszystkiemu przyglądał się oparty nonszalancko o obramowanie kuchni.  Śliwka parsknął śmiechem i zaczął pogawędkę z Wiktorowiczem, który niemal zeskoczył z jego rąk, kiedy ten zaproponował wspólną grę na konsoli. Kaśka posłała siatkarzowi szeroki uśmiech i kiwnęła głową na znak podziękowania, a następnie powędrowała za sylwetką Moniki zmierzającą ku sypialni pary. Gdy dziewczyna zatrzasnęła tylko drzwi momentalnie obróciła się na pięcie i spojrzała z cwanym uśmieszkiem na swoją towarzyszkę. Wiktorowicz uniosła jedną brew, spoglądając na kumpelę niezrozumiałym wzrokiem. Opadła obok rudowłosej na łóżko i nadal wpatrywała się w nią znaczącym wzrokiem. 

-No to teraz kochana tłumacz się z tego co zaszło w mieszkaniu tego blondynka. -objęła ją ramieniem Monia. 

-Ale o czym ty mówisz? Przecież ja tylko u niego nocowałam i nic więcej.-odpowiedziała spokojnym tonem miedzianowłosa. 

-Czyżby? To dlaczego paradowałaś po jego mieszkaniu w koszulce do połowy ud?-zaatakowała ją partnerka Śliwki. 

-Skąd ty o tym wiesz?!

-Sąsiad wszystko wie.-puściła jej oczko. 

-A coś mi się wydawał on podejrzany.-mruknęła pod nosem Kaśka.- Po prostu nie miałam przy sobie żadnego innego ubrania po za tym na sobie, a on zabronił mi, a przepraszam uprowadził mnie siłą do samochodu i zawiózł do siebie, zmuszając do zostania na noc.

-Ty tego serio nie widzisz?! Przecież chłopak robi wszystko by się do ciebie zbliżyć. Swoją drogą to Artur i jest on ciut nieśmiały, ale stara się. 

-Monika, przesadzasz! Po prostu oboje lubimy spędzać czas w swoim towarzystwie i to tyle. Wiesz dobrze, że nie jestem przekonana do mężczyzn po tamtej sytuacji. Nie zamierzam się na razie z nikim wiązać. Artur to dobry materiał na przyjaciela. 

Dzika wzdycha głośno i kręci z dezaprobatą głową, machając ręką na postać Wiktorowicz. Nim Kaśka zauważa temat zjeżdża na zupełnie inne tory. Zafascynowana Monika opada na łóżko z laptopem na kolanach i prezentuje przyjaciółce znalezioną niedawno przepiękną kreację, którą chciałaby założyć na swój ślub. Kasia zachwycona wpatruje się w ekran komputera, namawiając Dziką do kupna sukni. Choć narzeczeni nie ustalili jeszcze daty ślub, w końcu się on jednak odbędzie i sukienka się nie zmarnuje. Monika przez chwilę waha się, ale w końcu naciska na przycisk myszki i zamawia ideał sukni ślubnej. Zaniepokojony Aleksander wraz z Antkiem wpadają do pomieszczenia, w którym przebywają dziewczyny przywołani niepokojącym piskiem Moniki i Kaśki. 

-Dziewczyny wy się przypadkiem czegoś nie naćpałyście?-pyta ostrożnie przyjmujący, ale pod koniec zdania parska śmiechem. 

-Skarbie wszystko jest okay. Po prostu podjęłam ważną decyzję.-wtula się w bok Śliwki szatynka. 

-Okay? Mam się bać?-mierzy dziewczynę zaniepokojonym wzrokiem. 

-Olek przestań! Naprawdę wszystko jest dobrze! Po prostu jestem szczęśliwa, ale z jakiego powodu to ci na razie nie zdradzę.-oświadcza z uśmiechem Monika. 

Chwilę później łapczywie wpija się w wargi partnera, lekceważąc towarzystwo przyjaciółki oraz jej syna. Kaśka ze śmiechem kręci głową, zasłaniając oczy Antka dłonią. Zaskoczony jej zachowaniem siatkarz obdarza dziewczynę niepewnym uśmiechem, drapiąc się po głowie. 

-Wiecie co? Może my  już pójdziemy? Miłego wieczoru.-oznajmia barmanka i rusza w stronę drzwi. 

-Hola, hola! Jeszcze wcześnie. Zostańcie na kolację.-proponuje gospodarz mieszkania, oplatając swoją partnerkę w pasie. 

Kasia z subtelnym uśmiechem przytakuje głową i opada na kanapę w salonie, ale po chwili decyduje się zaproponować pomoc Monice. Szatynka pośpiesznie wygania ją z kuchni, uderzając w jej sylwetkę ściereczką. Zrezygnowana miedzianowłosa opada ponownie na sofę i rozpoczyna rozmowę z przyjacielem, wypytując o początek nowego sezonu. Olek zadowolony opowiada o swojej dobrej grze w spotkaniu z Częstochową i nawiązuje także do świetnej dyspozycji Szalpuka. Wiktorowicz prezentuje swoje śnieżnobiałe perełki Śliwce, przytakując jego słowom. 

-To kiedy kolejna randka z Artim?-szczerzy się głupkowato Aleksander. 

-Nie ma terminu i nie będzie. Za to jestem pewna, że ty dokładnie za sekundę zaliczysz bliskie spotkanie z panią poduszką.-mruga słodko rzęsami. 

Słowo się rzekło. Katarzyna wymierzyła solidny cios pierzyną w środek twarzy przyjmującego. Sportowiec nie został jej dłużny i zaatakował jej brzuch. Jego palce świetnie radziły sobie z łaskotkami, których Wiktorowicz tak nie cierpiała. Z jej gardła wydobywał się głośny śmiech, który rozbrzmiewał po wnętrzu mieszkania Śliwki i Dzikiej. Dopiero pojawienie się w salonie Moniki z miską pełną przepysznie wyglądającej sałatki odciągnęło jej partnera od płaczącej ze śmiechu Kasi. Wszyscy zebrani zabrali się za spożywanie posiłku, a Antek bez żadnych skrupułów zagościł na kolanach swojej rodzicielki. Ruda z uśmiechem pomagała mu pochłaniać zawartość talerza, by chwilę później ubierać na nogi kozaki i zapinać kurtkę. Szepnęła jeszcze przyjaciółce na ucho co robić, aby Olek uległ jej błaganiom i ustalił datę ich ślubu po czym pożegnała się z parą ciepłym uśmiechem i opuściła ich lokum. 

W celu odprężenia po wyczerpującym dniu tuż po ułożeniu do spania Antka zabarykadowała się w łazience, stawiając na chwilę relaksu. Pozbyła się zbędnej garderoby z swojej drobnej sylwetki i zagłębiła w wypełnionej po brzegi pianą wannie. Ułożyła się wygodnie i przymknęła powieki, odprężając się. Chwilę później po wnętrzu pomieszczenia rozniósł się dźwięk oświadczający przybycie nowej wiadomości na jej telefon. Sięgnęła po leżący na pralce niedaleko wanny Samsung i odblokowała ekran, aby sprawdzić kto jest nadawcą komunikatu. Kąciki jej ust momentalnie powędrowały ku górze, gdy w polu " od" pojawił się napis "Artur :)" . Zaciekawiona zmierzyła wzrokiem treść wiadomości:

"Cześć wariatko! :D Chciałem tylko życzyć ci dobrej nocki :* "

"Witaj siatkareczko! ^^ Dziękuję bardzo, ale jeszcze nie śpię ;) Relaksuję się po ciężkim dniu :3 A pan co porabia? ;) "

"Tylko nie siatkareczko! -,- Chętnie bym tam zagościł w twojej wannie ^^ Leniuchuję z książką na kanapie :)" 

Gdy przeczytała drugie zdanie SMS'a jej ciało nawiedził dreszczyk podniecenia. Na samą myśl, że mógłby brać razem z nią kąpiel jej wyobraźnia wariowała. Pośpiesznie odłożyła telefon na pralkę i pokręciła głową, starając się wyrzucić z niej związane z jego osobą myśli. Po dłuższej chwili opuściła wannę, opatuliła się w szlafrok i zawitała do kuchni. Z kubkiem gorącej herbaty przysiadła na parapecie i umiejscowiła swój wzrok w zapadającym w sen Rzeszowie. Ulice powoli opuszczały znaczne ilości samochodów, uliczne latarnie gasły, a ona wciąż wpatrywała się w nieliczne budynki, które wypełniony były jeszcze światłem. Zaciekawiona kątem oka zerknęła na zegar i westchnęła głośno. Dochodziła północ, a ona zamiast kłaść się spać wolała myśleć. W końcu podniosła tyłek i odłożyła puste naczynie do zmywarki, by następnie udać się do sypialni. Zamieniła szlafrok na ciepłą piżamę i przykryła się po uszy kołdrą, układając głowę na poduszce. 

                                                                 ~*~
Przepraszam, że tak późno, ale lenistwo wzięło górę ^^ Jak widzicie relacje Artura i Kasi są coraz lepsze ;) Myślicie, że Monika ma rację i Szalpuk chce się zbliżyć do naszej Wiktorowicz? :D Olek i Monika to niezły duet szpiegów ^^ Nasłać sąsiada, aby sprawdził co się u Artura wyczynia do już chyba lekkie wariactwo :D Ludzie! Dajcie mu trochę prywatności ^^ Byłam na meczu LM w Podpromiu i wróciłam :) Ogólnie to dziennikarze są strasznie spokojni, opanowani i kompletnie nic nie przeżywają :P Ja żeby nie wyjść na jakąś chorą psychicznie też zamulałam, że to tak ujmę, ale następnym razem chyba będę nieco bardziej przeżywać ^^ Wróciłam z fajnymi wspomnieniami, ale bez kart wstępu -,- Zgubiłam ją w czerwonym autobusie PKS Leżajsk kursującym o 21:40 :( Gdyby ktoś ją znalazł to proszę o kontakt ze mną na gg, które macie poddane w zakładce "Kontakt" :) Zdjęciem wkleję wam poniżej. Za to moje przyjaciółki z sporą zdobyczą zdjęć i autografów zawitały do swoich domów :D Ja nie zdążyłam złapać Kurka na wywiad, gdyż porwała go TVP Rzeszów :P Następnym razem będzie lepiej ^^ Wiecie może czy Jochen dobrze radzi sobie z polskim czy umie tylko troszkę? Chciałabym z nim bardzo porozmawiać, a nie mam pojęcia w jakim języku :P Bo wiem, że troszkę coś potrafi mówić w naszym ojczystym języku, ale by tak sprawnie aby udzielić całego wywiadu to nw :D Przechodził obok nas Niko i wiedziałam, że skądś znam tą mordkę, ale nie byłam w 100 % pewna. Dopiero jak odszedł jakieś 100 m dalej byłam przekonana, że to on a moja przyjaciółka chciała mnie zamordować, że dopiero teraz się kapłam  :D  To chyba na tyle :) A i jestem mega zła, że nie mogę dodawać wam tutaj częściej rozdziałów, bo ten blog ma ślimacze tempo, ale chyba nic nie mogę na to poradzić :/  Spróbuję siąść w tygodniu nad szóstką, ale nic nie obiecuje :) Całuję i zapraszam za tydzień oraz do udzielania swoich opinii bo jest ich stosunkowo mało w porównaniu z wcześniejszymi blogami :/ :*